23 kwietnia 2017

Orlen Warsaw Marathon 2017 – ten na 42, z marszem od 33

Przecież nie można się nie uśmiechać jak do mety jest kilka metrów fot. T.


Życie można przemyśleć… ze szczegółami….

Ale może od początku, a nie tak od 33 kilometra….

Śniadanie – wiadomo, żadnych nowości – wafel z miodem – tak słodki, że ciężko przełknąć, kawa, banan i izotonik. Małysz by skoczył daleko - pamiętacie jego bułkę z bananem przed mistrzowskimi skokami.

Prysznic – zawsze się uśmiecham sama do siebie, żeby się myć przed biegiem, ale to odświeża umysł i sprawia, że czuje się lepiej na starcie.

Strój kloszarda – dziś wersja worki i stara wiatrówka, a w ręce papierowa torebka prezentowa w której cola i batonik.

Rozgrzewka przed startem – zrobione. Miałam szczęście bo grad zastał mnie w tojtojku. Start. Fascynujące, kolejna edycja i dalej zmyłka – start z matami mierzącymi czas wcale nie jest pod wielką bramą tylko „kawałek” dalej. Tym razem nie dałam się nabrać i nie musiałam resetować w panice zegarka.

Pogoda – zimno i wieje, ale atmosfera bardzo dobra. Opaska na ręce ze śródczasami. 13km – przystanek w łazience, 15km – oddaję w dobre ręce kurteczkę, w której biegłam pierwsze 8km, żel i dalej. Ursynów nie zawodzi – tutaj się dopinguje biegaczy – dzięki wielkie! Tak na trasie pustki, obcokrajowcy w okolicach Bristolu, ksiądz na Puławskiej – w zeszłym roku, też przekonywał, że Bóg doda nam sił… 21 kilometr półmaraton zrobiony, to teraz już z górki. No właśnie to z górki okazało się zabójcze….27 znów łazienka – piję i jest zimno – wiem, że się nie odwodnię! 33 wizyta w karetce, lód w sprayu i spacer na metę. Nigdy tyle nie spacerowałam po Warszawie. Co ciekawe tempo takie, że udawało mi się niektórych wyprzedzać!

Idąc od 33 zorientowałam się jaki długi jest każdy kilometr, jeden to można sobie przespacerować, ale kolejne….do tego, tak jak w bluzeczce z krótkim rękawem świetnie się biegło, tak już do spacerów to była zdecydowanie za cienka.

Tyle czasu na myślenie, można porozmawiać z najbliższymi przez telefon, trochę poszlochać i tak sobie iść i iść. Myśleć o tym jaki medal będzie piękny na mecie i kroczek za kroczkiem zbliżać się do celu.

Ostatnie 150m przebiegłam, bo wstyd mi było przejść przez metę. Medal na szyi, wizyta w namiocie medycznym i można iść do domu. Choć chodzenia to już miałam po dziurki w nosie.

Maraton poszedł mi dobrze, ukończyłam go.

21 kwietnia 2017

Wołowina po mennonicku - przepis Macieja Nowickiego

Słodko kwaśna wołowina z grochem, rodzynkami i śliwkami fot. D.Szymborska


Ale to były super warsztaty! Świetny i szalony na punkcie historii Maciej Nowicki, a wśród kursantów Grzesiek Łapanowski, Oliwka Bernady….ilość Szefów Kuchni na metr kwadratowy wyjątkowo duża! A wołowina….pyszna oczywiście!

Pierwszy raz brałam udział w warsztatach w czasie których nie gotowałam według zwykłego przepisu, przygotowywaliśmy wiele dań, wszystkie były jedzone przez Mennonitów! Tytuł warsztatów – „Mennonici – kuchnia do odkrycia”. Wcześniej wysłuchaliśmy, krótkiego wprowadzenia bo o Holendrach, należących do jednego z nurtów anabaptyzmu, Mennonici mieszkali na terenach współczesnego Województwa Mazowieckiego. Teraz już wiem, że nie tylko byli pacyfistami ale przygotowywali bardzo smaczne jedzenie! Oczywiście przy założeniu, że akurat nie byli zajęci usuwaniem skutków powodzi….

Przepis albo dla dwóch wielodzietny, wielopokoleniowych rodzin mennonickich albo dla 25 osób, Szef Maciej Nowicki pozwolił nam użyć szybkowaru, ale normalnie potrawę trzeba by gotować dużo dłużej, pewno przygotowywana na węglowej kuchni smakowałaby równie dobrze…

20 kwietnia 2017

Pakiet Orlen Warsaw Marathon 2017 i dlaczego warto wyjechać przebiec maraton....

Wersja najprostsza: numer startowy i torba do depozytu! fot. D.Szymborska


Zerknęłam w kalendarz, żeby wszystko się dopięło to muszę, wyjechać o trzynastej z minutami, o czternastej otwierają Biuro Zawodów, przygotuję dowód i o czternastej dziesięć (może być ktoś przede mną) powinnam już mieć pakiet startowy odebrany. Jak wcześniej sprawdzę rozstawienie stoisk na EXPO, to o czternastej dwanaście powinnam znaleźć stoisko sprzedające moje ulubione (i sprawdzone żele), trzy minuty później (płacąc gotówką oczywiście) powinnam już iść w stronę auta – tak, tak robię takie plany!

W niedzielę, podjadę metrem (darmowe z numerem startowym), podejdę kawałek i wystartuję w maratonie. Potem pojadę do domu, pewno wybierzemy się do restauracji (tak, tak będę się poruszać tym śmiesznym post maratońskim krokiem), napiję się wina i pójdę spać, bo w poniedziałek rano mam dużo rzeczy do zrobienia.

19 kwietnia 2017

Klopsiki z gotowanego antrykotu z karkówką – włoski przysmak

To nie są kulki mocy Ani L. to są pyszne, klopsiki mocy!i fot. D.Szymborska


Jeżeli ktoś się kiedyś zastanawiał dlaczego włoska mama cały dzień spędza w kuchni gotując….to może zabrać się za przygotowanie tych przepysznych klopsików! Pół dnia minie, ale za to jacy wszyscy będą zachwyceni….jakie to będzie pyszne…wreszcie ilość składników pozwala nakarmić „pół armii” albo dużą rodzinę….niekoniecznie włoską….

Przepis pochodzi z mojej ulubionej włoskiej książki kucharskiej – MammaMia, klopsiki można podać zapiekane z makaronem, można wyserwować je również z puree selerowo ziemniaczanym, wreszcie ogromną frajdę sprawia podjadanie właśnie usmażonych….

Składniki:

18 kwietnia 2017

4 PUŁAPKI, czyli co można zepsuć na kilka dni przed maratonem

Czekolada czy makaron? To i to ma dużo węglowodanów....ale węglowodany, węglowodanom nie równe....


Tygodnie przygotowań, lub też gorączkowe próby nadrobienia treningów, które przepadły… 

Maraton nie wybacza! Wie o tym każdy, kto choć raz zmierzył się z tym dystansem….


Oto lista rzeczy, które mogą nam zepsuć start!

·      Węglowodany węglowodanom nierówne

Słyszeliśmy o tym, że trzeba najpierw odstawić węglowodany, jeść samo białko, a potem uderzeniowo wprowadzić jedzenie wysoko węglowodanowe. Owszem taka dieta przydaje się wielu sportowcom, jednak nie jest dla każdego to po pierwsze, a po drugie dobrze, żeby przebiegała pod kontrolą dietetyka.

Węglowodany, węglowodanom nierówne! Dlatego nie przejadajmy się przed maratonem. Nie tłumaczymy „wciągnięcia” kolejnej tabliczki czekolady tym, że na „trzydziestym piątym to będziemy potrzebowali energii”! To prawda, cukier nam się przyda, ale nie w takich ilościach i nie na tyle czasu przed biegiem.

Trzymajmy się sprawdzonych sposobów, jeżeli kluski/kasza czy ryż sprawdzały się dotychczas, to nie eksperymentujmy z nową dietą. I co równie ważne nie przejadajmy się! Przecież nie będziemy się turlać przez ponad 42 kilometry…

17 kwietnia 2017

Fajitas czyli domowe TEX MEX

Wszystko pyszne, wszystko gorące i dużo roztopionego sera...fot. D.Szymborska


Tak wiem, że śniadanie świąteczne, że babki, mazurki itp. Ja zrobiłam duże zakupy w piątek, kilka supermarketów, dyskont i jeszcze sklepik osiedlowy. Wszystko po to, żeby kupić rzeczy na 5 obiadokolacji. Potem pakowanie do lodówki, zamrażalnika i karteczka na stole z przygotowanym menu. Zerkam – cóż zdecydowanie nieświąteczne ale pyszne: stir fry, fajitas, włoska zapiekanka ze specjalnymi klopsikami….

Domowe fajitas to szybkie danie, idealne na dwa dni – wszystko można łatwo podgrzać. To co ważne to kumin i dobra, słodka papryka, bo to te dwie przyprawy decydują o smaku dania.

Tym razem użyłam gotowych tortilli – do tego pszennych, o składzie zaskakująco krótki i mało konserwantowym, ale coś za coś bo 6 naleśników kosztowało ponad 10 złotych. Jak komuś tak nie wychodzi przygotowywanie naleśników to sięga po „gotowce” do tego magicznego momentu, który kiedyś nastanie i będzie oznaczał, że można przynieść z piwnicy patelnię do naleśników i smażyć smaczne placki…

A zaletą tego przepisu jest to, że produkty, które są do niego potrzebne mogą albo bardzo długo czekać na swoją kolej zużycia – puszki, albo być zamrożone – mięso, tylko warzywa mają najkrótszy „termin przydatności”.

Składniki na 12 porcji:

15 kwietnia 2017

Święta na dystansie, albo dystans do Świąt

Nasza T-Rexica wysiedziała jajka z okazji Świąt fot. D.Szymborska


Dzisiejszy dystans do Świąt miał 30km, przelotny deszcz, a bardziej ulewę, spory wiatr i przebłyski słońca.

Wszystkiego trzeba się nauczyć. Tak jak biegam bez względu na pogodę i robię to od lat tak, z rowerem. A to za zimno, a to pada, a to „coś-tam”. Wybrzydzałam, narzekałam i jeździłam kolejne kilometry oglądając seriale. Wiosna to czas zaczynania robienia zaległości w odcinkach, to czas gdy pojawiają się seriale o których usłyszę dopiero późną jesienią…. Na szczęście udaje mi się powoli zmienić nastawienie do jazdy rowerem, nie przejmować się  pogodą. Przypominam sobie co bracia B. opowiadali w swojej książce (TUTAJ), o tym, że nie było pogody, która wykluczyłaby ich z treningu, eksperymentuję z tym w co warto się ubrać, żeby nie zamarzać….

14 kwietnia 2017

Stir fry z łososiem – przepis Jamie’go



Mór ulubiony sposób gotowania - wszystko sobie wcześniej przygotować i potem tylko dodawać i mieszać fot. D.Szymborska


Jak mogłam tego dania wcześniej nie zrobić?!?! Chyba mi się kartki w książce kucharskiej skleiły…takie proste, takie pyszne! 

Uwielbiam pomysły Jamie’go. To jest szybkie gotowanie! Idealne na wieczór, gdy nie mamy zbyt dużo czasu i zależy nam na tym, by zjeść jak najszybciej i nie iść z pełnym żołądkiem spać. 

Jamie proponuje lekkie dania, często – tak jak w przypadku tego stir fry z łososiem z usprawnieniami. Nie boi się zaproponować półproduktów – w tym przepisie - pasty tadnoori.

Uwaga ten stir fry jest tak pyszny, że został zjedzony w czasie krótszym niż ten jaki potrzebowałam do jego przygotowania!

Ja podałam z makaronem ryżowym, Jamie proponuje wersję z ryżem – też zamierzam wypróbować. Przepis z niezawodnej książki – "Minisrty of Food". Modyfikacji brak! No dobra zrobiłam większą porcję, bo spodziewałam się, że będzie super smacznie, a wszyscy tacy głodni byli…

Składniki (3 porcje):

12 kwietnia 2017

Zapiekanka kalafiorowo-serowo-łososiowa

Chedarowo żółta zapiekanka z łososiem. kalafiorem i makaronem fot. D.Szymborska


Do wiosennego maratonu coraz bliżej, pogoda z tych gorszych to…zapiekanka makaronowa jest świetnym pomysłem – rozgrzewająca, węglowodanowa i pyszna!

Za bazę do przepisu posłużył pomysł Jamie’go Olivier’a (Ministry of Food), dodanie łososia czyni zapiekankę jeszcze smaczniejszym obiadem albo kolacją.

Uwaga tym razem przepis pozwala przygotować dwie zapiekanki, które idealnie nadają się do podgrzewania, czyli na drugi dzień nie trzeba gotować!

Składniki (dwie zapiekanki – czyli 8 porcji zapiekanki):

11 kwietnia 2017

Marynowany kalafior – wersja łagodna

Świetna, wegetariańska przystawka do kolacji hinduskiej...fot. D.Szymborska


Kilka lat temu odkryłam przepis na marynowanie kalafiora, jak dla mnie kulinarna petarda! Tym razem marynata była bardzo łagodna, w efekcie super delikatny, chrupiący kalafior, który będzie świetnym dodatkiem w czasie hinduskiej kolacji.

Uwielbiam hinduskie jedzenie, jednocześnie za każdym razem jak spędzam w kuchni ponad dwie, czasem trzy godziny to sobie obiecuję, że nigdy więcej, że taniej i szybciej będzie pójść do restauracji.

Po czym….zapominam o swoich obietnicach i zaczynam gotowanie: minimum dwa sosy, jeden z reguły z mini ziemniaczkami i kurczakiem, drugi z bakłażanem, cebulą i np. jagnięciną, potem grillowane warzywa – sałata rzymska, cukinia, bakłażan. Mało? Pewno albo kuskus albo chlebek naan. Żeby było smaczniej to jeszcze sos jogurtowy, jogurtowo-ogórkowo-kolendrowy, pikle z limonek, dip z mango. Tak, tak jest co robić jak się wymyśli sobie kolację w wersji hinduskiej. Dobre w tym jest to, że jak już wpadam w obłęd hinduskiego gotowania to ilości jedzenia, które przetwarzam są tak ogromne, że zawsze jedzenia starcza na dwa dni. Ten drugi dzień, kiedy tylko wszystko podgrzewam, jest moim ulubionym….

Składniki – nieduża porcja, przystawka:

10 kwietnia 2017

Biznesowy lunch – La Rotisserie

Super warzywa ze świetnym policzkiem prosiaczkowym fot. D.Szymborska


Poniedziałki bywają trudne. Na szczęście nie wszystkie. Wygodne krzesło, a bardziej fotel, niewidoczna, ale profesjonalna obsługa kelnerska i wreszcie kuchnia Pawła Oszczyka. Paweł jest szefem, którego kuchnie znam i szanuję, a pomysł biznesowego lunchu – Prosto z targu – jest bardzo smacznym rozwiązaniem. Owszem, jak wszystkie dania z karty do najtańszych nie należy (dwa dania lunchowe -  78PLN). 

Nie wiem na który targ Szef Paweł chodzi, ale wszystkie składniki dzisiejszego obiadu były przepyszne, świeże i sezonowe! Ostatnie dni skrei i pierwsze karczochów.

8 kwietnia 2017

Sałatka frutti di mare – warszawska restauracja „Mąka i woda”

Super sałatka z owoców morza fot. D.Szymborska


Podają tutaj moją ulubiona pizzę, smakuje mi każda wersja tego włoskiego placka. Bardzo lubię to miejsce, jest tu zawsze tłoczno, w weekendy restauracja nie przyjmuje rezerwacji więc, trzeba czekać na stolik, albo tak jak my siadać przy barze. Dla mnie to najlepsze miejsce, można obserwować proces powstawania pizzy!

Dziś zamówiłam sałatkę z owoców morza. I….tutaj będą same zachwyty, bo „Mąka i woda” to nie jest tylko pizza, ba wręcz im więcej dań zamawiam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pizza jest genialna, a sałatki, makarony i desery są jeszcze bardziej genialne! O!

Dzisiejsza wydawałoby się super prosta sałatka to było super połączenie faktur i smaków. Ośmiornica, seler naciowy, ziemniaki mini kapary i krewetki, do tego świetny sos z pietruszką. W menu jest jeszcze informacja, że w sałatce była szalotka – cóż w mojej porcji raczej jej nie było, albo zwyczajnie jej nie wyczułam. Tylko i tyle i aż tyle. Wszystko aromatyczne, chrupiący seler naciowy, miękkie, rozpływające się w ustach krewetki i jędrna ośmiornica, malutkie kapary, pyszne ziemniaki, które były ugotowane w punkt – doskonały środek pomiędzy surowym i rozgotowanym.

7 kwietnia 2017

Wiosenna wycieczka rowerowa – rady dla debiutantów kolarskich

Taki plan na jutro! fot. D.Szymborska


Pewno, że to zajmuje trochę czasu, tak chodzić po domu i kompletować wszystko, a potem to jeszcze ułożyć. Warto i to nie dla zdjęcia na Insta, tylko dla siebie, żeby sprawdzić czy o niczym się nie zapomniało.

Jutro będę miała przyjemność prowadzić wycieczkę rowerową, dlatego przygotowań więcej niż gdy jadę sama. Dla siebie to apteczki nie pakuję….

Dla tych co mają podobny, rowerowy plan na weekend, a dopiero zaczynają przygodę kolarską lista przydatnych rzeczy, gdy jedziemy szosą na dłuższą wycieczkę, taką krajoznawczą, gdzie zrobimy dużo kilometrów i np. zatrzymamy się przy sklepie spożywczym – stąd drobne pieniądze na liście niezbędnych rzeczy.

Oto moja lista, rzeczy, które warto ze sobą i na siebie zabrać/brać na wiosenną wycieczkę rowerową:

6 kwietnia 2017

Wielki test cateringu dietetycznego - 8 diet pudełkowych (Warszawa)

W większości super smaczne jedzenie z pudełek! fot. D.Szymborska


Uwielbiam gotowanie, obmyślanie co by tu zjeść, eksperymentowanie w kuchni. Rozumiem, że nie każdemu sprawia przyjemność spędzanie czasu w kuchni, są tacy, którzy tego nie lubią albo zwyczajnie nie mają na gotowanie czasu. 

Gdy kolejna zawodniczka zapytała się mnie, którą firmę cateringową polecam, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć to pomyślałam, że warto by było poznać świat pudełkowego jedzenia.

Napisałam do 15 firm cateringowych, które oferują dostarczanie jedzenia w Warszawie. Opowiedziałam o zamyśle testu o tym, że chcę porównać ich usługi, podałam wszystkim takie same wymogi: dieta 2000kcal dla osoby uprawiającej sport, bez wykluczeń. Co w nomenklaturze dietetycznej oznacza, że nie utrudniałam – dieta standard, mięsna, glutenowa, może być z orzechami. Wszystkie firmy poprosiłam o dostarczenie jedzenie na godzinę 7 rano. Z dwutygodniowym wyprzedzeniem zaplanowałam dni dostaw. Odpowiedziało mi osiem firm. 

W moich testach oceniałam: po pierwsze jak przebiegał kontakt z firmą, po drugie czy dostawa była na czas – we wszystkich przypadkach, w których firmy zdecydowały się przesłać pudełka – wszystko przebiegło bardzo punktualnie, interesował mnie sposób „podania” posiłków – przecież je się też oczyma, smak jedzenia, opis menu i coś co było bardzo ważne dla mnie jak będzie z moją siłą do treningów. Jednym słowem, czy zamawiając pudełka można trenować?

Bardzo dziękuję następującym firmom za odwagę i chęć uczestnictwa w testach! Doceniam punktualną dostawę pudełek i cieszę się, że mogłam zjeść jedzenie przygotowane przez: Fitness Catering, Body Chief, Akademię Smaków, Maczfit, Fitdiet.pl, Dietbox. 

Cieszę się, że 6 firm, które dostarczają jedzenie w Warszawie nie boi się subiektywnej oceny blogerki! 

Dziękuję bardzo za współpracę i dostarczone jedzenie! 

Dwie firmy zrezygnowały z dostarczenia jedzenia – Juicy Jar – nie podejmuje się karmienia sportowców – dziękuję za informację.

Dietanazamowienie.pl – firma obiecała przysłać zestaw jedzenia, nie wywiązała się z ustaleń, przestała odpowiadać na maile i nikt nie  odbierał telefonu. Jednym słowem to firma,, której zdecydowanie nie polecam!

Kolejność opisywanych zestawów jest kolejnością chronologiczną w jakiej dostarczano mi pudełka.

Żadna z firm nie zapytała się mnie, czy mam kuchenkę mikrofalową – nie mam. W niektórych przypadkach podgrzewanie jedzenia było skomplikowane – dwie patelnie i jeden garnek. Za każdym razem jedzenie przekładałam na talerz, nie jadałam z pudełek.

Oceniałam smak, energię jaką daje jedzenie do treningów następnego dnia.

5 kwietnia 2017

Wielkanocne gonienie króliczka

Czasem udaje się złapać króliczka, można wtedy pomyśleć o pasztecie albo o czymś zupełnie innym....fot. D.Szymborska


To będzie o tym, jak się nie przetrenować w Święta. Tak, tak nie żadne tam, co jeść w Wielkanoc żeby nie przytyć, tylko jak mądrze ćwiczyć, żeby uniknąć kontuzji.

Wiadomo, że gonienie króliczka (czy to wpław, czy rowerem czy na nogach własnych) jest cudowną zabawą, a wolne dni sprzyjają pogoniom wszelakim!

Oto zasady, które pozwolą króliczkowi uciec a nam cieszyć się z dobrego zdrowia w Święta Wielkanocne i nie tylko:

·      Trening jest ważny ale rodzina ważniejsza! Serio! Jeżeli chcemy mieć pewność, że nasze dzieci będą miały miłe rodzinne wspomnienia to….trenujmy wtedy gdy śpią. W Święta pamiętajmy o tym, że nasze hobby nie może zdominować Wielkanocy. W praktyce oznacza to, że będziemy bardzo wcześnie chodzić spać dlatego, żeby mieć siłę zerwać się rano z łóżka i zrobić trening zanim reszta rodziny się obudzi. Dodatkową korzyścią jest to, że uwagi teściowej z pewnością nie wyprowadzą nas z równowagi, uroczyste śniadanie będzie spokojne a my ewentualnie lekko usypiający po naszym porannym treningu.

4 kwietnia 2017

Kluski z ziemniakami, czyli super pomysł na zielony, wegetariański makaron

Wiosenny, pyszny i super zielony makaron fot. D.Szymborska


To chyba tylko Jamie tak potrafi – banalny przepis, do przygotowania przez każdego, niezależnie od doświadczenia w kuchni, a smakuje tak świetnie jakby się całe życie spędziło w kuchni wymyślając to danie!

To co wiosenne kluski z ziemniakami? Pewno, jak do tego jest domowe pesto i świeże brokuły! Jednym słowem pycha!

Czas przygotowywania 30 minut! Tak, tak to właśnie są pomysły Jamie’go – da się ugotować w podanym przedziale czasu!

Jedyna modyfikacja to długość gotowania ziemniaków – po 2 minutach nie były jeszcze gotowe, inna kwestia, że ziemniaki ziemniakom nierówne i jest ich tyle gatunków, że ciężko mieć pretensje do Olivier’a.

Acha jeszcze jedna zmiana, w stosunku do poprzednich gotowań – teraz w zupełności wystarcza mi 60g suchego makaronu a nie jak wcześniej 80 czy nawet 100! Sprawdźcie ile waży wasza porcja przed ugotowaniem, takie stopniowe zmniejszanie ilości gramów jest prawie nieodczuwalne jeżeli chodzi o poczucie sytości ale znaczące jeżeli chodzi o dostarczane kalorie….ale o dietach to jeszcze będzie…

Składniki (3 porcje):

3 kwietnia 2017

Elegancki lunch – jak najbardziej, w Brasserie Warszawskiej

Uwaga to jest ultra słoność ryby, parmezanu przełamana słodkością karmelizowanej cebuli fot. D.Szymborska


Jakiś czas temu czytałam, że moja ulubiona restauracja wyśmiewa się ze logo Polski Walczącej, cóż, może nie tyle wyśmiewa co zmienia spojrzenie, bawi się konwencją.

Umówiłam się z przyjaciółkami na „babski lanczyk”. Było przemiło, smacznie i wcale nie-lunchowo. 

Z lunchami w restauracjach to mam ten problem – z racji promocyjnej ceny jakość jedzenia często jest niższa. Nie cierpię tego, gdy w karcie są pyszne dania a w porze obiadowej, takie na odwal, do tego porcje mniejsze niż normalnych dań. Czasem jest jeszcze gorzej bo w porze obiadu nie ma możliwości zamawiania „normalnie” z karty tylko opcja zestawów.

W Brasserie Warszawskiej, na szczęście jest inaczej, czyli da się zjeść elegancki lunch! Można wybrać zestaw – dla mnie atrakcja, bo bardzo rzadko jestem w BW w porze obiadu, ale na szczęście nawet chwilę po dwunastej cukiernik jest na posterunku, bo BW to genialne desery. I znów, wieczorem z reguły wybieram deser płynny czyli kieliszek porto, ale gdy przyjeżdżam autem to nie ma opcji alkoholowej. I powiem tak, nie żałowałam bo deser był genialny!

Lunch – 35PLN, deser 24PLN. Wiem, wiem dziwne proporcje cenowe, ale pierwsze to zestaw dnia (codziennie, w normalnym tygodniu jest jeden zestaw składający się z pierwszego i drugiego dania) a drugi to „normalny” deser z karty.

2 kwietnia 2017

Bun Tron z pieczonym karczkiem wieprzowym czyli obiad w Oh My Pho (znowu)

Karczek, orzechy, mięta, kolendra, marchewka, a pod spodem makaron i super wiosenny sos....bun tron z Oh My Pho fot. D.Szymborska


To jest prawdziwa wiosenna sałatka! Orzeźwiająca, miętowa, chrupiąca i pomimo dodatku mięsa smakująca bardzo „warzywnie”.

Bardzo lubię kuchnię wietnamską, jedyny problem, który mi sprawia, to, to, że jedzenie wietnamskie jest „rodzinne”, to znaczy wiele dań do spróbowania, dzielenia się. Ciężko gdy się chodzi samemu do restauracji zmówić kilka dań, bo porcje są (z reguły) tak duże, że jedną zupą można się najeść do syta. Dlatego tym bardziej, dziś cieszyłam się, że we trójkę zamawialiśmy różne dania.

Frytki z taro, podane ze świetnym sosem orzechowym. Trudne do złapania pałeczkami, taro podobne do selera i batatów zarazem. Potem wiosenna sałtka bun tron, wreszcie zupa pho. No bo jak to przyjść od Oh My Pho i nie zjeść pho?

1 kwietnia 2017

Nowy „zakładka” na blogu – wnętrza i dekoracja stołu FOTO

Bazie i menzurki - Wielkanoc 2017, fot Gabi/ http://wpisyfotologiczne.blogspot.com


Nowy miesiąc, wiosna to czas na zmiany! Na blogu jest już ponad 1600 przepisów (też mi było ciężko w to uwierzyć!!!), wiele recenzji książek, wreszcie sporo tekstów o treningach. Tym czego brakowało od dłuższego czasu na Onegintetatopa, były sesje zdjęciowe pokazujące jak można wystylizować stół.

Stylizacja stołu jest moją pasją od wielu lat. Kiedyś wystarczały ładne talerze, dobrane serwetki, teraz dbam o obrusy, wazony, kwiaty. Każdy posiłek ma być przygodą, stąd wariacje tematyczne – na przykład zupy jaskiniowców w jadalnych talerzach, barokowe ciasta czy mrożone szklanki do fit koktajli. Coraz częściej przekonuje się, że tylko wyobraźnia jest granicą, całą resztę można wystylizować, stworzyć....

Na początek wiosenna sesja, która mam nadzieję przyda się wszystkim tym, którzy zastanawiają się jak przygotować stół na Święta Wielkanocne.

Ideą tej stylizacji i jest pokazanie wody jako siły, dzięki której rodzi się nowe życie. Modny w tym sezonie motyw bazi jest dość widoczny. 

W obecnych czasach ciężko uniknąć polityki, tutaj takim małym nawiązaniem pozostaje pokazanie aptekarskiej klauzuli sumienia, widocznej w dobrze odmierzonej wodzie dla wiosennych kwiatów.

Żywe kwiaty, intensywne kolory i dużo światła, taka będzie Wielkanoc w 2017 roku!


Już wkrótce pomysły na stylizacje: śniadanie szejka i kolację prymasa! Zaglądajcie do nowej zakładki blogowej, a Wasze jedzenie już nigdy nie będzie w sposób nudny i przewidywalny podane!

Siesta foto:

30 marca 2017

Dyskontowe gotowanie czyli „Rodzinna kuchnia Lidla”

40 smacznych i bardzo prostych przepisów!


Przy okazji poprzedniej publikacji Lidl’a dopytywałam się kto zrobił takie piękne zdjęcia, napisałam nawet do agencji PR, która reprezentuje dyskont. Dowiedziałam się, że jest to publikacja reklamowa, pozycja nie ma numeru ISBN, czyli tak naprawdę nie jest książką, a nazwiska fotografów nie są publikowane. Dokładnie tak samo jest z „Rodzinną kuchnią Lidla” – piękne zdjęcia, starannie przygotowane przepisy, do tego śliczne obrazki znajdziemy w tej „nie-książce” kucharskiej.

„Rodzinna kuchnia Lidla” to zbiór bardzo prostych przepisów. Nie wymagają specjalnych sprzętów kuchennych, nie potrzebne też są jakieś wyjątkowe umiejętności, ot wystarczy mieć kilka garnków, patelni i ostry nóż i można przygotować to co poleca Okrasa, Ładocha i Małecki.

Podoba mi się zamysł publikacji – pokazanie, że gotowanie może być proste, że nie trzeba sięgać po półprodukty. Myślę, że w czasach gdy jedzenie bywa „plastikowe” taki przepis na przykład na „chrupiącego owsianego kurczaka” może być świetną i prostą alternatywą dla wizyty w fast foodzie!

Ten kto dużo gotuje może prychnąć – po co takie „książki” z oczywistymi przepisami? Ano po to, żeby ci co chcą zacząć gotować mogli być poprowadzeni, prawie za rączkę, jak co przygotować, ugotować i podać na talerzu….

Tak jak w przypadku książki kucharskiej, która miała być super podręcznikiem kulinarnym dla kolarzy, to wszystko uznawałam za minusy – proste, banalne przepisy tak tutaj doceniam formę i ideę. To jest proste i tanie gotowanie z produktów dostępnych w dyskoncie.

Wiadomo, że „książka” Lidla jest materiałem reklamowym, ale przygotowanym z taką starannością, że nie jedna książka kucharska, która teraz się ukazuje (bo wydają je wszyscy mniej lub bardziej znani celebryci i kucharze) mogłaby brać za wzór jakość przepisów, staranny opis i  dobre zdjęcia. Widać, że sztab ludzi wykonał dobrą pracę.


„Rodzinna kuchnia Lidla, 40 sprawdzonych przepisów na wspólne chwile i pyszne dania”, Lidl 2017

29 marca 2017

Jak zrobić w domu japońskie MAKI – 7 prostych kroków do kulinarnego sukcesu!

Domowe maki z smażonym łososiem, marynowaną rzodkwią i tykwą fot. D.Szymborska


To jest proste! Serio, kiedyś wydawało mi się niemożliwe, by w domu zrobić maki, nawet takie bez surowej ryby. Że trudne, że ryż trzeba dobrze ugotować (to wiedziałam po tym, jak posoliłam ryż do sushi), zwinąć tak, żeby się nie rozwalało, kupić świeżą rybę… Generalnie same trudności. Przy odrobinie kompromisów może być bardzo smacznie i dużo taniej niż w restauracji. Kompromis polega na zrezygnowaniu z surowej ryby. Po prostu boję się, że te, które widzę w supermarketach spędziły zbyt dużo czasu w lodzie i mogą mi zwyczajnie zaszkodzić. Wersja ze smażonym łososiem jest przepyszna, z wędzonym też….

Oto 7 kroków dzięki, którym KAŻDY zrobi pyszne maki w domu:

1.     Ugotuj ryż według przepisu na opakowaniu. Nie kombinuj, nie udziwniaj, przeczytaj i się zastosuj! Tu nie ma błędu w druku – nie dodaje się soli! Jeżeli proszą by ryż przepłukać, potem zostawić na 20 minut i odlać wodę to tak postępuj. Producent zna proporcje! Przecież makaron gotujesz zgodnie z instrukcją na opakowaniu, tak samo postąp z ryżem do maków! Uwaga pół paczki wystarcza na około 6 arkuszy glonów.

28 marca 2017

Wielkanoc inaczej – wegański mazurek bez pieczenia

Takie miny robię do prawie gotowych mazurków fot. Gabi


Nie trzeba obchodzić Wielkanocy, by cieszyć się z super smacznego (i mega kalorycznego) mazurka bez pieczenia. Do tego wersja wegańska z kajmakiem z mleka kokosowego.

Jak ktoś zagląda na blog to wie, że ciasta, torty to nie moja bajka. Upiec to ja mogę zapiekankę makaronową…tym bardziej ucieszyłam się na wieść, że na warsztatach, organizowanych przez "Śliwkę kalifornijską", będę uczyć się przygotowywać mazurek bez pieczenia.

Dodatkowo byłam w tej komfortowej sytuacji, że zajmowałam się tylko gotowaniem, fotografowała Gabi, która na co dzień prowadzi foto blog (TUTAJ).

Warsztaty prowadził Michał Lachur, jeden z bardziej frasobliwych cukierników jakich poznałam. A mazurek? Pyszny! Taki, który pozwala pojechać mocny trening na rowerze – wiem, bo sprawdziłam – zjadłam ½ foremki wypełnionej masą migdałowo śliwkową, w której była jeszcze solidna porcja wegańskiego kajmaku i….w oczach pojawił się znaczek kalorii i można było jechać i jechać – cukry łatwe do przyswojenia, trudniejsze do spalenia!

A moje ulubione studio kulinarne Cook Up przeszło piękną, wiosenną (nie tylko) transformację i gotowanie było jeszcze przyjemniejszą przygodą!

Przepis przygotował Michał Lachur, zużycie wszystkich tych składników pozwala na przygotowanie 8 mazurków w foremkach 12cm.

27 marca 2017

Jak zostałam „kobietą z pasją” – czyli o specjalnym numerze Mojego Mieszkania

Taką okładkę ma ten dodatek specjalny do bardzo popularnego magazynu MM - Moje Mieszkanie


MM czyli Moje Mieszkanie stworzyło specjalny klub kobiet z pasją, moja miłość do triathlonu i jedzenia została doceniona przez Redakcję.

W specjalnym numerze – „Gotuj z pasją” czyli Moje Mieszkanie od Kuchni, na stronach 30 i 31 znajdziecie mój przepis na zawijane w papier ryżowy wegetariańskie kanapki.

To była bardzo ciekawa przygoda, wraz z kilkunastoma blogerkami przygotowywałyśmy swoje „popisowe” albo wiosenne dania, wszystko po to by wydanie specjalne MM było kolorowe i pyszne!

26 marca 2017

Połówka wiosenna – relacja z 12. PZU Półmaratonu Warszawskiego

Mimo, że udziwnione mocowanie szarfy, medal bardzo ładny, kolejny do kolekcji fot. D.Szymborska


Dalej się uśmiecham. Cieszę się, że mogłam pobiec w tak sympatycznej imprezie. Udana sobota, zdecydowanie.

Rano było naprawdę zimno, planowałam biec „na krótko” więc na bluzeczkę z krótkim rękawkiem ubrałam puchówkę. Na głowę czapkę, w nogi nie marznę i można wyjść z domu! 

W metrze zorientowałam się że: a) nie zdjęłam ciężkiej bransoletki z ręki, b) zapomniałam taśmy klejącej żeby skleić opaski czasowe, które miały mi pomóc biec równo i kontrolować tempo. Im dłuższy bieg tym moje kalkulacje gorsze, pomnożenie kilometrów, tempo…..generalnie matematyka mi nie idzie, to znaczy do 10 kilometra „ogarniam” a potem jakoś mniej. A jak ma się na opasce wszystko ładnie napisane to dużo ułatwia! Tylko trzeba mieć taśmę klejącą….inaczej śliczne opaski trzyma się w ręce przez cały półmaraton. A żeby bransoletka nie zrobiła mi siniaków to obwiązałam ją buffem i było ok. Większy problem miałam z żelami. Ponieważ na do metra, na parking podjechałam autem to w torebeczce na pasku miałam i kluczyk do auta i dokumenty, żele się nie zmieściły. Na szczęście, a może nie, pasek ma takie specjalne kieszonki na żele. Z których jak się zorientowałam one wypadają. Na szczęście udało mi się złapać kawałek banana i pobiec dalej.

24 marca 2017

12. PZU Półmaraton Warszawski – pakiet i piękna odznaka

Śliczna pogoda na odbieranie pakietu, oby utrzymała się do niedzieli! fot. D.Szymborska


W niedzielę jeszcze ścigania nie będzie, tylko dobra zabawa, dlatego dziś spokojnie, a nie „w nerwach” tak jak przed ważnymi dla mnie zawodami stałam w kolejce po numer startowy.

Ale miałam niespodziankę, bo oprócz standardowego, opłaconego pakietu startowego (wersja z bawełnianą bluzeczką, bo wtedy pakiet tańszy) czekała na mnie odznaka. Mam medale, puchary, dyplomy ale odznaki biegowej nigdy jeszcze nie wybiegałam! Srebrna odznaka Półmaratonu Warszawskiego przysługuje każdemu biegaczowi i biegaczce, którzy ukończyli minimum 5 półmaratonów w stolicy. Złotą dostają ci, co przebiegli 10. Tym sposobem znalazłam się w bardzo sympatycznym gronie weteranów biegowych!

Teraz kilka słów dla tych co jutro będą odbierać pakiet – wejście do EXPO jest z innej strony „niż zwykle” czyli z poziomu „ziemi” od strony Wisły.