27 września 2016

Świńskie uszy, egzotyczne ryby czyli Thai Park Market w Berlinie

Uszy, pierożki, placek i trójkąciki z mięsem fot. D.Szymborska


Jak bardzo zależy ci na tajskim, egzotycznym jedzeniu? Czy po maratonie, po 42 kilometrach obijania się o asfalt weźmiesz prysznic i pokuśtykasz do metra, które nie ma ruchomych schodów? Moja odpowiedź brzmi – tak, chcę zjeść tajski obiad!

Wszystko było wcześniej zaplanowane, w walizce przyjechał z nami kocyk piknikowy, była też woda w małych butelkach. Pozostawało tylko po pierwsze przebiec maraton po drugie dostać się do parku w którym co weekend jest tajski targ. To pierwsze było łatwiejsze – bo emocje, bo adrenalina, to drugie czyli schody do metra (szczególnie w dół) to było duże wyzwanie.

Rok temu w wakacje pierwszy raz tutaj dotarłam (relacja TUTAJ) i wszystko mi smakowało. To czemu znów nie odwiedzić smacznego miejsca?

Tym razem: pierożki – wolałam smażone – genialne, pomysł posypania szczypiorkiem – świetny! Świńskie uszy w panierce – tłuste i pyszne danie, placek ze szpinakiem – dobry, ale następnym razem wybiorę coś innego. Kolejne pierożki – trójkąciki z mięsem, wreszcie rybo/krwetkowe paluszki – bardzo smaczne! Jeszcze szaszłyki z kurczaka w sosie orzechowym….Na koniec summer rolls – czyli sałatka podana w papierze ryżowym – taka bardzo odświeżająca z kolendrą, marchewką, tofu – idealne dopełnienie obiadu po ciężkich uszach i paluszkach rybno/krwetkowych.

Piknik zaliczam do bardzo udanych, ostrzegam tylko, że za egzotyczne jedzenie w centrum Berlina trzeba całkiem sporo zapłacić (pierożki – 5E – 5 sztuk, rybko krewetki – 1E sztuka, summer rolls – 2E – 3 sztuki, uszy – 5E (bo duża porcja), trójkąciki z mięsem – 3E, placek 2E. Szaszłyki – 3E. Pomimo maratonu widoczne na zdjęciu ilości jedzenie wystarczyły do nakarmienia 3 osób a nie tylko jednej wygłodniałej maratonki!

Następnym razem, jak nie będzie padało to pewno znów podjadę do parku przy Fehrbelliner Platz, bo to bliżej niż do Tajlandii…..

Oto lista praktycznych rad dla odwiedzających Thai Park pierwszy raz:

26 września 2016

43. Berlin Marathon – relacja

Szczęśliwa z medalem fot. T.


Są dwa rodzaje relacji, pierwsza jest wtedy gdy biegacz zrobi życiówkę – wtedy wszystko było cudowne, przygotowania dały efekt, bieg świetnie zorganizowany, super atmosfera. Drugi rodzaj jest wtedy gdy biegacz nie może się pochwalić świetnym czasem, wtedy okazuje się, że bardzo wiało, że do depozytu było daleko a na mecie kolejka po wodę, no i trasa średnia i tak dalej…. A ja wiem, że można nie zrobić życiówki i bardzo, bardzo miło wspominać 43 Berlin Marathon.

To był mój 4 maraton w Berlinie. Pierwszy – debiut maratoński TUTAJ, drugi – ambitne plany z których nic nie wyszło, trzeci – zeszłoroczna życiówka – TUTAJ. Każdy z nich był inny, każdy świetnie pamiętam.

Expo – zmiana miejsca, na lotnisku, na którym przez lata odbierałam pakiet mieszkają teraz przyjęci przez Niemców uchodźcy. Station Berlin – dziwne miejsce z nową organizacją odbierania pakietów, ale bardzo sympatyczni wolontariusze i wszystko idzie bardzo sprawnie. To ważne, bo następnego dnia pobiegnie nas 42 000 a to sporo ludzi…. Olbrzymia ilość stoisk, wszelkie możliwe nowości, reklamy innych imprez – miło było porozmawiać o 70.3 IM Herbalife Gdynia 2017 – świat jest mały, a ten triathlonowy jeszcze mniejszy!

Dzień przed biegiem, kluski, ryż. Szaleństw kulinarnych to nie było, tylko „bezpieczne jedzenie”. Rano sprawdzone śniadanie i spacer na start. Całkiem długi spacer, mimo, że nie stałam w ostatniej strefie, bo ze 3 kilometry trzeba było przejść. Rano biegacze skoncentrowani, niektórzy źli, inni po prostu zamknięci w sobie. Dla równowagi uśmiechnięci wolontariusze, tutaj przeważają osoby starsze. Dużo ochrony – nowość, wymuszona realiami światowymi.

Wielkie telebimy rozstawione tak, żeby można było oglądać filmy motywacyjne z każdej strefy. Byłam zaskoczona jakością tych „pogadanek” – były bardzo sensowne, zapamiętałam, że mam chłonąć każdą chwilę, że jest to mój dzień, że będzie ciężko i będzie bolało, że właśnie o tej mecie marzyłam. W punkt! Oto dla mnie chodziło w tym biegu – by być tu i teraz i cieszyć się z tego całą sobą.

24 września 2016

Zdrowe słodkości na każdą porę dnia – recenzja książki

Takie smaczne zdjęcia kuszą....nie wszystko trzeba piec....


Jak jest rozdział podwieczorek to musi być dobrze! Od tego zaczęłam lekturę nowej książki kucharskiej…. Katarzyna Maciejko-Zielińska przygotowała 100 przepisów – jeżeli nie pomyliłam się licząc w spisie treści, wszystkie są słodkie, ale nie w cukrowy, zwyczajny sposób.

Deserów prawie nie przygotowuję, zdarza się galaretka (ostatnio często, bo prosta, zawsze się udaje i można dodać sezonowe owoce), czasem jakieś ciastka/batony owsiane. Tym bardziej byłam ciekawa zdrowych pomysłów na desery. Ich zdrowość polega na zastąpieniu białego cukru syropem z agawy, miodem czy cukrem z brzozowym. Tłuszcz autorka zastępuje jogurtem, olejem kokosowym, użyciem awokado czy mielonym twarogiem.

23 września 2016

Biegnij Warszawo 2016 – pakiet startowy i trochę historii

Pierwsza od lewej z 2006, ostatnia z 2016....fot. D.Szymborska


Wygląda na to, że „Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce” przeczytałam, zastosowałam (jak na razie) do kosmetyków w łazience, ciuchów w szafie ale ominęłam ubrania biegowe…. Od 2006 biegam, raz piątkę a potem dyszki.

Pierwszy bieg – jak dotąd najpiękniejszy i najprostszy medal – 2006 wystartowałam, bo bardzo chciałam wziąć udział w jakimś biegu, przygotowanie? No cóż biegałam w zwykłych sportówkach, spodenki do technicznych też się nie zaliczały. Plan? Tak biegać i cieszyć się z tego. 

2007 to zdziwienie, że tak ciężko i długo mi się biegnie – bo tym razem nie było wyboru i pobiegłam 10km myśląc, że startuję na 5….bez komentarza ale jaka radość na mecie, że dobiegłam! Tym razem już buty biegowe – jak później się okazało zupełnie źle dobrane, ale wciąż brak zegarka biegowego. 

2008 – dziwny bieg bo taki we własnym zakresie – Human Race to się nazywało – bluzeczka z tych tylko pamiątkowych bo przez naprasowany numer z przodu można się w niej zapocić. 

2009 i 2010 nie pamiętam nic wyjątkowego a bluzeczki w ohydnych (jak dla mnie kolorach). 

2010 to piżamowy bieg – te białe bluzeczki wyglądały bardzo śmiesznie. 

2012 – czarna z długim rękawkiem, pamiętam, że to było tydzień po moim pierwszym maratonie – oj to był bardzo ciężki bieg.

2013 – najśliczniejsza jak dotąd bluzeczka – kolor, napisy, krój.

2014, 2015 – bolące po maratonie nogi – bardziej dotrzymywanie towarzystwa znajomym, niż bieganie. Wszystko już w fachowym obuwiu, z pomiarem czasu, tętna, odległości. 

W tym roku fiolet, zniknęła reklama banku z pleców (od dwóch lat jej nie ma), napis, z którym średnio się zgadzam ale biegnę bo mam sentyment do tych zawodów. Znów będzie ciężko ale za to spotkam się ze znajomymi, no i jakoś tak głupio bo mi się już taka kolekcja zrobiła, że ciężko przestać startować w tych zawodach…

Pakiet startowy:

22 września 2016

Limoncello – zrób w domu!

Po lewej skórki po nocnym namaczaniu w wodzie, po prawej 1l domowego limoncello fot. D.Szymborska



Nie każdy biegnie w tą albo za dwie niedziele maraton. A jak nie biegnie to może być trochę zmęczony tekstami o królewskim dystansie. To może taka osoba zrobi sobie pyszny, domowy likier? 

Moja wersja jest mało alkoholowa. 

Nie piję mocnych alkoholi, a w sierpniu przy okazji wesela dostaliśmy i ciasta i wódkę. Ciasta zniknęły a wódka została. Był plan na szwedzką tartę ze śmietaną i wódką ale to bardzo ciężkie danie, a że teraz śliczne cytryny…. 

Zatem limoncello! Domowe smakuje najlepiej! Bardzo lubię to, że w różnych restauracjach, knajpkach we Włoszech każdy likier jest troszkę inny, niektóre są jak dla mnie zbyt mocne, dominuje w nich smak wódki czy spirytusu, inne - te wolę są słabsze i bardziej aromatyczne.

Wyższość limoncello nad nalewką jest taka, że wystarczą 2 dni żeby mieć gotowy likier, oczywiście lepiej „dać mu więcej czasu”, ale i taki „świeży” jest już smaczny!

By uzyskać 1 litr likieru użyłam wódki weselnej – 0.5l i 0.5l cytrynowej wody. 

Kolor śliczny, smak świetny, nic tylko po włoskim makaronie zaserwować kieliszek schłodzonego domowego limoncello….

Składniki (1l likieru):

21 września 2016

ABC maratonki – czyli w co się ubrać…

W tym roku w fioletach na królewskim dystansie....fot. D.Szymborska


Przed maratonem to jest „rewia” mody w stylu śmietnikowym. Serio i dosłownie – albo maratończycy w ciuchach do wyrzucenia albo w workach na śmieci – wszystko po to by nie zamarzać przed startem. 

Gdy ruszamy to, wygląda to bardzo przejmująco – jak zdjęcia z jakieś katastrofy, kojarzy się to z uchodźcami – stery porozrzucanych ubrań i worków. Strasznie. Potem przez kolejne dwa, trzy kilometry zdarzają się jeszcze bluzy, rękawiczki, skarpetki (używane zamiast rękawiczek – bo taniej).

Na samej trasie jest kolorowo! Organizatorzy nie wymagają biegania w okolicznościowych koszulkach, każdy biegnie w tym czym mu wygodnie. Zastanawiałam się czy sobie na bluzeczce nie napisać – Almost Denmark – a to dlatego, że to Duńczycy mają rewelacyjnych kibiców i każdego biegacza w opisanej bluzeczce spotyka taki aplauz ze strony kibiców, że nic tylko zazdrościć….pozostałam przy bluzeczce bez napisów, wystarczy imię na numerze startowym. 

Za metą znów zmiana garderoby, a bardziej modyfikacja – folie, worki, ewentualnie kuśtykanie do depozytu, żeby się przebrać w czyste ciuchy.

Oto moja lista maratońskich rzeczy, warto sprawdzić wcześniej czy wszystko mamy – ja na przykład nie znalazłam żeli, co do których byłam pewna, że są w kuchni….spokojnie jeszcze dokupię ale nie chciałabym takiej niespodzianki w sobotę wieczorem!

20 września 2016

3 złote zasady biegania jesienią

Biegane było, to już przedostatnia przebieżka przed maratonem.....


Ciekawa jestem ile osób właśnie kliknęło zapłać i zapisało się na dyszkę w Warszawie? Start w pierwszy weekend października, to trzeba by pobiegać prawda? Żeby było trudniej lato się skończyło, jesień rządzi się swoimi biegowymi prawami, których przestrzeganie pomoże uniknąć kontuzji i miło trenować.

3 zasady biegania jesienią:

·      Temperatura: to, że rano ślicznie świeci słońce niestety już nie przekłada się na to, że jest gorąco (dziś było 6.5stopnia przy pięknym słońcu), czyli nie pozostaje nic innego jak ubieranie się na cebulkę,

·      Ciemność: o 22 jest już czarno, ba o 21 już niewiele widać, dlatego bardzo ważne jest żeby to inni nas widzieli na drodze, jednym słowem akcja oblaski – cześć ubrań ma odblaskowe elementy, jeżeli nie to opaska na rękę, nogę – niewiele kosztuje, nie przeszkadza a może nas uratować przed rozjechaniem,

·      Bezpieczeństwo: to że jest zimno wcale nie odstrasza złych ludzi od wychodzenia na dwór, dlatego biegajmy w miejscach uczęszczanych, w miarę możliwości oświetlonych i mówmy rodzinie gdzie idziemy na trening,

·      Regeneracja: przed maratończykami ostatnie jesienne starty, niektórzy liczą dni do Maratonu Warszawskiego inni sprawdzają ceny hoteli w Poznaniu, jesień to czas kiedy należy się naszym wybieganym organizmom chwila wytchnienia, przed rozpoczęciem zimowego sezonu biegów przełajowych i górskich.

19 września 2016

Estragonowe klopsiki z tuńczyka z makaronem

Śliczne i smaczne! Czego chcieć więcej jak danie zawiera 85g węglowodanów? fot. D.Szymborska


Coraz więcej moich znajomych rezygnuje z mięsa, nie przechodzą od razu na wegetariańską dietę tylko zostają jaroszami czyli od czasu do czasu jedzą również ryby. Teraz w tygodniu przed maratońskim będą kluski/ryże/kasze bo to węglowodany. A właśnie węglami karmi się komórki mięśniowe, to uzupełnienie glikogenu ma pomóc w bezbolesnym i szybkim ukończeniu maratonu!

Przepis z klopsikami średnio pracochłonny, pyszny a jedna porcja to około 85g węglowodanów!

Przepis inspirowany tym, z wrześniowego Good Food Polska. Dalej nie udaje mi się zmieścić w limitach czasowych tego magazynu, przygotowanie – 20 minut, gotowanie 40 minut – czyli po godzinie w kuchni na stół wjeżdżają pyszne rybne klopsiki!

Składniki (4 porcje):

18 września 2016

VIII Triathlon Warszawski – sztafeta rodzinna!

Cała nasza trójka na mecie - szczęśliwa tri rodzina fot. D.Szymborska


Żona/partnerka triathlonisty to często smutna, zmęczona pani, która nosi wielką pompkę, stoi, czeka, znosi humorki...

Mąż/partner triathlonistki też często nosi pompkę, ba do tego często ma przewieszoną przez ramię torebkę, którą da swojej lubej na mecie, poza tym zajmuje się również czekaniem, znoszeniem humorków i robieniem zdjęć.

Dziecko triathlonistów – wakacje kojarzy tylko z jeziorami, ewentualnie morzem, na które patrzy przez kilka godzin – w zależności od długości dystansu w którym startują jego rodzice. Gdy małe to śpi w wózku, gdy większe z jednym z rodziców szuka placu zabaw, gdy jeszcze trochę starsze żąda powerbanka by grać na komórce w czasie „połówki”. Nie musi nosić pompki, ale znosi humorki, czasem robi zdjęcia.

Rodzina triathlonisty/triathlonistki nie ma lekkiego życia.

Raz w roku, w Warszawie są takie zawody, które pozwalają KAŻDEJ triathlonowej rodzinie wystartować w….triathlonie oczywiście.

Dystanse sztafety rodzinnej to: 200m pływania, 5km na rowerze MTB i 1 km bigania przełajowego. Warunkiem uczestnictwa jest to, że jednym z 3 zawodników będzie dziecko.

16 września 2016

Minimalizm BIEGOWY w praktyce

Chcieć mniej, w kwestii butów to duże wyzwanie....fot. D.Szymborska


Czytam, czytam i się zaczynam zastanawiać, czy naprawdę potrzebuję tylu butów biegowych, czy to dobrze, że szafa pęka od koszulek wszelakich (przeważają okolicznościowe, finiszerowe itp.)?  Chyba pora na porządki. U mnie to zajmie chwilę bo się sprzętu nazbierało sporo.

Nie będzie o bytach minimalistycznych – mam jedną parę trialowych, tak tylko wtrącę, będzie o tym co NAPRWDĘ jest potrzebne a bez czego można się obejść.

Oto lista rzeczy niezbędnych dla biegaczki, z podaniem ilości sztuk, przy założeniu posiadania pralki w domu, lista obejmuje rzeczy biegowe potrzebne do treningów przez cały rok:

15 września 2016

Pieczony kurczak z mozzarellą i pomidorami – jak z filmiku!

No dobra, tych frytek to trochę za dużo nałożyłam, ale wszystko takie smaczne było...fot. D.Szymborska


Taki dzień, że nie wiadomo od czego zacząć, by choć próbować się ze wszystkim wyrobić. Wszystko w pędzie, brak czasu zupełny. 

To czemu by na Facebooku nie zobaczyć filmiku o renowacji krzeseł, robieniu ramek z kartonu czy pieczeniu kurczaka z mozzarellą. 

Tak jak nigdy nie zostanę tapicerem, nie zrobię też ramki, to czemu nie upiec kurczaka? 

Nie wiem jak to się dzieje, ale im więcej rzeczy do zrobienia tym więcej filmików się pojawia na „ścianach” znajomych…a ilość czasu się bardzo kurczy. 

Filmiki o gotowaniu mają to do siebie, że wszystko się w nich udaje, wygląda na banalne. Już kilka razy dałam się nabrać, na szczęście z kurczakiem było inaczej – może nie tak szybko jak na filmikach, ale bardzo smacznie. 

To działa! Czyli (czasem) oglądanie filmików w Internecie pomaga w przygotowaniu smacznej kolacji!

Czas przygotowywania – 15minut plus 25 minut pieczenia

Składniki (dla 2 osób):

14 września 2016

Znowu (prawie) mi zniszczyli/pogryźli/ukradli wodę na treningu

Pewno, że zgadzam się z napisem na bidonie, ale to nie takie proste....fot. D.Szymborska


Nie przypominam sobie takiego ciepłego września. To jeden z tych miesięcy, które dobrze zapamiętuje bo na połowę września przypadają ostatnie długie wybiegania, podbiegi….wszystko po to by dobrze wypaść na królewskim dystansie.

Nie cierpię treningu pod maraton, nie tylko dlatego, że paznokcie u stóp – a szkoda gadać, ale też dlatego, że wiem, że są męczące, czasochłonne….Jednak, raz albo dwa razy w roku zgodnie z planem treningowym ruszam z akacją przygotowanie do maratonu. Psioczę, narzekam ale nie mogę się doczekać dnia startu. Denerwuje się, przejmuje, obmyślam strategie, planuję…. Tak, maraton to coś czym się przejmuje. Ostatnio sama siebie pocieszałam, że tutaj nie ma wody, ani roweru….ale tak czy siak dystans u mnie powoduje gęsią skórkę. Od pewnego czasu, a właściwie od zawsze, nie chodzi tylko ukończenie, ale na to jakie cyferki zobaczę na zegarku na mecie…nie ma to jak sama na sobie wybierać presję.

Ponieważ wciąż jest ciepło dbam o to by dużo pić na treningach. W przypadku długiego wybiegania wybrałam – albo wersję zorganizowaną – Puchar Maratonu Warszawskiego, gdzie były punkty z wodą i izotonikiem albo biegałam z plecakiem i swoim piciem. W przypadku podbiegów i tempówek biorę ze sobą wodę/izotonik w butelce albo bidonie i stawiam ją tak by co kółko/podbieg móc się napić. Z reguły to działało. Miałam nawet taki bidon na którym napisałam – woda biegaczki, nie ruszać, ale mi go ukradli… To było dawno, przebolałam stratę bidonu.

Kilka tygodni temu skarżyłam się na FP blogowym, że postawiłam sobie wodę w butelce, a pan z ekipy sprzątającej, który widział, jak piję i odstawiam butelkę na krawężnik, najpierw butelkę przebił a potem wyrzucił. Podejrzewałam albo głupotę albo złośliwość. W zeszłym tygodniu, wzięłam butelkę – szkoda bidonu pomyślałam. Postawiłam w trawie, jak przybiegłam po 800m to zobaczyłam pieska, który machając ogonem leży na trawie i kończy obgryzać korek z butelki. Dobra tutaj większych pretensji nie miałam. Dziś dla odmiany poszłam na trening z bidonem. Ustawiłam sobie na krawężniku i biegałam podbiegi. Plan był taki, że sobie spokojnie schodzę, dzięki temu odpocznę i kolejny (z dziesięciu) ładnie pobiegnę. Nastąpiła mała zmiana planów bo na 7 zaliczyłam sprint w dół górki, po to by zatrzymać panią z wózkiem, która ukradła mi bidon. Dogoniłam i mówię, dlaczego kradnie mi pani bidon? W odpowiedzi usłyszałam, że pani wzięła bo stał i chciała go dać dziecku. Nie było, przepraszam, nie było odrobiny poczucia zażenowania u tej złodziejki. Potem były jeszcze 3 podbiegi. Bidon przetrwał, zimna woda z miętą z balkonu smakowała wyśmienicie!

Dlatego nie jestem przekonana, czy można to nazwać dobrymi ,ale na pewno to jest lista wypróbowanych sposobów nawodnienia w upały:

13 września 2016

Kuchnia dla serca, zdrowie z roślin – recenzja książki

Weganie nowa książka, mięsożęrcy dobre przystawki tam znajdziecie! fot. D.Szymborska


To druga książka duetu – Violetta Domaradzka i Robert Zakrzewski, tym razem to nie tylko przepisy ale dawka wiedzy dotyczącej zdrowego odżywiania, trybu życia.

Książka składa się z dwóch części – pierwsza to „teoria”, autorzy zaprosili autorytety medyczne, wysłuchali specjalistów po to by przygotować informacje o tym jak należy się odżywiać. Każdy rozdział ma szczegółową bibliografię, to gratka dla poszukiwaczy szczegółów – można doczytać jeszcze więcej.

Druga część książki do przepisy, tutaj niestety spory zawód – przeważają koktajle, przepisy są banalnie proste, do tego niestety przy żadnym z nich nie ma podanej ilości kalorii czy węglowodanów, białka.... Na szczęście kilka z nich zapowiada się bardzo smacznie. Dla mnie problematyczny jest brak soli. Serio. Dziś przy okazji konferencji prasowej promującej książkę miałam okazję spróbować kilku dań – były bardzo smaczne ale, jak dla mnie niedoprawione. Wiadomo, że każdy ma swoje przyzwyczajenia, nawyki i „smaki”, dietetyczka, która przygotowała kilka rozdziałów na potrzeby tej książki przekonywała, że dla niej zjedzenie całego banana jest trudne, bo jest on za słodki….

To co podoba mi się w książce to duża dawka wiedzy, coś co może być wskazówką dla tych, którzy chcą zmienić swoje życie na bardziej zdrowe. To ważne, że w jednej książce jest tyle informacji, tabele są męczące gdy czyta się książkę „ciągiem”, ale jednocześnie są źródłem wiedzy, do której warto wracać.

12 września 2016

Jak jeść chinkali?

Pierożki a bardziej sakiewki wielkości małej pięści, wypełnione bulionem i kulką mięsną fot. D.Szymborska


Wiem to powiem. To specjalne gruzińskie pierożki. Ich magiczność i wyjątkowość polega na tym, że w środku mają gorący bulion i nadzienie mięsne.

Chinkali to gruzińska specjalność, popularne danie na Kaukazie, duże kołduny są wypełnione zupą z mięsem.

Nie należy spodziewać się delikatnego, cienkiego ciasta, nie udałoby się ugotować chinkali gdyby nie "solidne", szczelnie zlepione ciasto. Przygotowuje się je umieszczając kulkę surowego mięsa (doprawionego, posolonego) wołowiny lub baraniny i wody w sakiewce z ciasta. Takie zamknięte sakiewki gotuje się w osolonej wodzie – tak jak pierogi. Dzięki takiemu przygotowaniu dania w środku pierogu powstaje bulion – magia kaukaska!

Dobrze jest wiedzieć jak powstaje danie, ale jeszcze lepiej jest wiedzieć, jak je zjeść zgodnie z tradycją. Tu wszystko jest zaplanowane – sakiewka umożliwia chwycenie pierogów rękoma.

Jedzenie chinkali polega na:

11 września 2016

Made-in-Taiwan – trening z Garmin Edge 520

Nie zawsze się słucham ale dobrze wiedzieć, że zasłużyłam na odpoczynek fot. D.Szymborska


Pamiętacie w czerwcu, jak się użalałam jak to jest trudno jeździć z Made-in-Germany? Trudno jest dalej, nawet bardziej, bo odkleił – po lekturze tekstu – naklejkę z kasku, ale ja tak szybko nie zapominam! (pełen tekst TUTAJ). Teraz będzie o tym jak się jeździ z Made-in-Taiwan czyli licznikiem Garmina.

Nie ma usprawiedliwienia, że satelity nie łapie, że trzeba poczekać – już na podwórku radośnie piszczy obwieszczając, że GPS gotowy. Moment później rozpoznaje HR z zegarka. Nic tylko jechać.

Made-in-Taiwan jest jeszcze bardziej bezlitosny niż Made-in-Germany. Od razu gotowy. Ruszam. Człowiek to nerwicy może dostać od tego piszczącego licznika. Pewno, że mogłabym dźwięk wyłączyć, a wtedy Made-in-Taiwan tylko by mrugał, ale nie po to trenuję z licznikiem, żeby nie wykorzystywać jego funkcji – zdenerwowany kolarz jest bardziej zmotywowany!

Potrzebny jest i komputer i telefon żeby do licznika wgrać trening. Są też ograniczenia bo licznik świeci/piszczy i „straszy” zawodnika albo za małą kadencją albo za małą mocą. Jak piszczy, że to jest za duża to jakoś tak bardzo się nie martwię….

Made-in-Taiwan w pełnej gotowości. Trening składający się z trzech części – rozgrzewki – na moc, części właściwej – na kadencję i schłodzenia – na moc.

9 września 2016

Brak czasu to nie wymówka – TRENUJ!

Było pięknie, cudownie, po 60 minutach recovery ride -
czyli wysoka kadencja i nieprzyzwoicie wolna prędkość czuje się dużo lepiej,
wypoczęłam! fot. J.


Czasem, no dobra dość często, okej zawsze rozmowa schodzi na sport. Słyszę wtedy, ty masz tyle czasu, albo: pewno, że bym chciała ale nie mam wolnej chwili, lub: wiesz dzieciaki nie dają odpocząć, bywa i tak: próbowałem, ale to nie z moim grafikiem. Ze wszystkimi stwierdzeniami się zgadzam. Dopóki nie zaczniemy trenować, to nie mamy na trening czasu.

7 sprawdzonych sposobów, by znaleźć czas na trening:

8 września 2016

Przejmij pałeczkę – KONKURS z pakietami na bieg sztafetowy Legii



Uwielbiam biegi sztafetowe! Od kilku lat KGB – Koleżeńska Grupa Biegowa wystawia swoją reprezentację w sztafecie maratońskiej (relacje TUTAJ), tej wiosny nie udało się wspólnie pobiec więc nadrabiamy teraz jesienią. Będzie łatwiej bo każda z nas biegnie 2km by wspólnie cieszyć się z wyniku na dyszkę. KGB biegało też już dwa lata z rzędu sztafety po parkingu centrum handlowego (relacje TUTAJ). A teraz po zmroku będziemy biegać na stadionie a bardziej na jego obrzeżach bo tak właśnie będzie wytyczona trasa Sztafety na Legii.

Dlaczego lubię biegać w sztafecie? Sprawia mi radość współzawodnictwo, rywalizacja ale też duch zespołu i radość ze wspólnego sukcesu. Biegałam zarówno w sztafetach mieszanych jak i tylko kobiecych. Za każdym razem było super.

KGB REAKTYWACJA pobiegnie w składzie: Dota – kapitanka, Gabi, Joasia, Kasia i Kenijka – skład sprawdzony już wielokrotnie. Wiem, że będziemy się świetnie bawić i każda pobiegnie jak najlepiej potrafi!

7 września 2016

TEX MEX czyli tortilla ze stekiem

Pyszny stek w pszennym placku do tego rozpływający się ostry ser i sałata lodowa....fot. D.Szymborska


Eksperymentowanie z wrapami trwa. Tutaj propozycja dla mięsożerców, a dokładniej stekożerców. Można połączyć kawałek krwistej wołowiny z pszenną tortillą i meksykańskimi dodatkami – guacamole i pomidorki z szalotką i kolendrą. To wszystko złagodzić jogurtem i pyszny obiad albo kolacja gotowe!

Co ważne przygotowanie takich wrapów nie zajmuje dużo czasu, pod warunkiem oczywiście, że mamy gotowe tortille (albo kupne albo pieczone). Testowaliśmy z kukurydzianymi również – wersja z glutenem jest dużo smaczniejsza, placki się nie rozpadają, co zdarzało się w przypadku tych z mąki kukurydzianej.

Czas przygotowania  - 45 minut

Składniki (na 6 wrapów):

6 września 2016

19 dni do maratonu!

To już jest jesienne bieganie, chyba właśnie w tych Asicsach pobiegnę w Berlinie fot. D.Szymborska


Przez 19 dni można jeszcze dużo, ale nie wszystko zmienić, a na pewno dużo zepsuć.

To może zacznę czego nie robić na 19 przed maratonem?

Nie odchudzać się, pewno, że to nic fajnego nieść dodatkowe kilogramy, ale teraz przechodząc na dietę owszem zgubimy tłuszcz ale pozbędziemy się też energii. Jeżeli chcemy schudnąć to dwa długie wybiegania będą dużo bardziej wskazane niż dziwna dieta.

Nie przetrenowywać się, prawda jest taka, że dystans maratoński jest okrutny dla tych co nie trenują systematycznie i przez długi czas. Jeżeli właśnie sobie przypomnieliśmy, że trzeba by „pobiegać pod maraton”, to nie wróży to dobrze. Nie nadrobimy tygodni treningów biegając teraz nawet dwa razy dziennie. Maraton to nie egzamin z…ontologii, gdzie można przysiąść przez 2 noce (przy wytrenowanej pamięci) wkuć wszystko. Bieg na królewskim dystansie jest bardziej podobny do nauki języka – żmudne ćwiczenia, powtarzanie i czas.

Wierzyć, że jakoś to będzie. Nie będzie. Więc te 19 dni można jeszcze mądrze zaplanować. Zrobić dwa długie wybiegania w weekendy i wiedzieć, że nie będziemy bardzo (ale będziemy) cierpieć w czasie maratonu. Oczywiście pozytywne nastawienie jest bardzo potrzebne, przyda się na 35 kilometrze, ale jeszcze bardziej przydadzą się wykonane treningi.

Przez 19 dni do maratonu można, ba warto:

5 września 2016

Pad thai z wieprzowiną i krewetkami

Pyszne, śliczne ale też kaloryczne orientalne danie, łatwe do przygotowania fot. D.Szymborska


Znacie takie cieniutkie książeczki kucharskie, przecenione na 2 czy 3 złote w supermarketach? To ja taką dostałam w prezencie z konkretną prośbą – strona 33. To proszę – nawet ładniej wyglądało niż na książkowym obrazku. Tytuł książeczki „I Cook. Prawn”, w polskiej wersji: „Szybko i smacznie krewetki”.

Nie byłabym sobą gdybym ni zmodyfikowała przepisu, moim zdaniem na wyszło smacznie a biorąc pod uwagę ilość dokładek to może nawet bardzo smacznie….

Składniki (5 porcji):

4 września 2016

Babskie bieganie ma swój urok, albo nawet dużo….

Na zdjęciu brakuje "mojej grupy" bo się spóźniła na fotkę...a wiadomo, że na starcie wygląda się dużo lepiej niż na mecie....fot. miła biegaczka


Jejku jak miło było się spotkać, pogadać, a że przy okazji się spociłyśmy i trening zrobiony to tylko dodatek.

Jakie jest dziewczyńskie bieganie? Na pewno różne. Będzie bez nazwisk, bo po co, każda ma inny powód. Biegamy: żeby schudnąć, żeby sobie pokazać co potrafimy, żeby się ścigać, żeby walczyć ze słabościami, żeby czuć się częścią biegowej rodziny, żeby się pokazać, żeby poprawić kondycję, żeby pogadać, żeby się spotkać…myślę, że tych „żeby” jest wiele, pewno część – schudnąć – się powtarza, podobnie jak – ścigać się. Jednocześnie dziś na tylko kobiecym biegu udało się połączyć (prawie) cele wszystkich dziewczyn.

Owszem część ustawiła się z przodu stawki, żeby po 500m przejść do marszu, tyle, że myślę, że nie zrobiły tego specjalnie, ot nie pomyślały. Mam nadzieję, że następnym razem ocenią swoją kondycję biegową i nie będą przeszkadzać koleżankom. Te najszybsze ustawiły się z przodu i nic tylko gnać! Dziś pogoda nie ułatwiała, było bardzo gorąco i słonecznie. To jeszcze nie był jesienny bieg tylko zawody rozegrane w upale.

3 września 2016

Samsung Irena Women’s Run – już jutro

Uff, łatwo nie było, 2 zakres - 5km jako rozgrzewka, 4 zakres przez 50km - jako trening i 5km schłodzenia też w 2 zakresie - moc była ze mną (czasem)! 


Ale się cieszę! Tyle koleżanek, debiut mojej zawodniczki, będzie się działo! Liczę na świetną atmosferę! Mam nadzieję, że te, które będą miały ochotę się ścigać będą miały taką szansę, te, które chcą plotkować – bieg konwersacyjny, te, które walczą o każdy kilometr – wsparcie kibiców.

Sprawdziłam, dobre prognozy pogody! Usłyszałam po co Ci ten bieg, przecież masz rozpiskę treningów pod maraton, starty kolarskie, pływasz.

Oto 5 powodów dla których jutro pobiegnę:

2 września 2016

Ale Meksyk! – czyli miesiąc Meksyku w Warszawie

Fragment obrazu "Chiles amontonados" Eugeni Marcos 


Będzie się działo. Wczoraj ogłoszono program miesiąca meksykańskiego w Warszawie. Propozycje spotkań można podzielić na kilka działów: sztuka, muzyka, kino i – uwaga uwaga – gastronomia!

Dla poszukiwaczy meksykańskich smaków świetna informacja, od 19 września będzie można jeść dania meksykańskie przygotowane z meksykańskich produktów, tak zapowiedziano w czasie konferencji prasowej w Ambasadzie (do wczoraj nie wiedziałam, że Ambasada może zajmować 20 piętro w wieżowcu - może i zajmuje!).

1 września 2016

Kolarskie Czwartki 2016 – podsumowanie

To my dziś stałyśmy na podium: od lewej K40 I miejsce, K30 II miejsce, K30 I miejsce, K40 II miejsce, K20 I miejsce fot. T.


2 miejsce K30, czapeczka i dyplom. To w skrócie.

Dłużej: to dziś też były wyścigi, potem dekoracje „na bieżąco” jak i podsumowanie całego cyklu.

To był mój drugi sezon „czwartkowy”, już teraz wiem, że w planach jest też trzeci, bo to bardzo przyjemne wyścigi, do tego na Mokotowie…czego chcieć więcej. Odpada koszt dojazdu, niskie wpisowe, jeżdżą szybcy i bardzo szybcy. 3 dystanse do wyboru. Profesjonalna konferansjerka, videoanaliza – czyli nie ma wątpliwości, kto był który „na kresce”. A jednocześnie kameralne wyścigi, przemiła obsługa i paszteciki sojowe (dziś) w biurze zawodów.

31 sierpnia 2016

Enchiladas z indykiem

Super pyszne i proste meksykańskie danie fot. D.Szymborska


Enchiladas to danie meksykańskie, jeżeli przetłumaczymy nazwę to będzie ona oznaczała dodanie papryki chili. To co charakteryzuje to danie to sposób podania tortilli – zwiniętej w rulonik i zapieczenie takich rurek pod serem i sosem. Meksykanie w tortillie zawijają zarówno warzywa, mięso, owoce morza jak gorzką czekoladę czy banany.

Moje enchiladas bazują na sosie z pomidorów, mielonego mięsa z indyka, czerwonej fasoli, kolendry. Dodałam też kukurydzę i sok z limonki. Zapiekałam z dwoma rodzajami sera – mozzarellą i chedarem.

To idealne danie, na imprezę – przygotowujemy wszystko wcześniej, zawinięte tortillie posypane serem układamy w naczyniu żaroodpornym. Wszystko chowamy do lodówki. A potem tylko 20 minut w nagrzanym do 20 stopni piekarniku i podajemy świetne, meksykańskie danie! To jedno z tych, co się nie może nie udać! Czyli sukces kulinarny murowany!

Czas przygotowania – 1 ½ godziny, czas pieczenia – 20 minut.

Składniki (6 porcji):