18 października 2017

Test przełajówki Canyon Inflite AL. 9.0

Imponujący, cudowny, szkoda tylko, że pożyczony i troszkę za duża rama....fot. T.


Moda? Pewno troszeczkę też, ale bardziej rozwiązanie kwestii jazdy zimą, dla szosowych zapaleńców. Coś dla tych, którzy uważają, że rower musi mieć kierownicę „baranka”, dla tych, co nie cierpią amortyzatorów wszelakich. Wreszcie myślę, że też dla tych, którzy lubią piękne, rowerowe kształty.

Rower pożyczony, więc jazda zachowawcza, żeby nie porysować…

Tak wiem, pedały i buty niewłaściwe, ale takie miałam i dużo po lesie nie biegałam, więc dały radę.

Canyon Inflite AL. 9.0 zadziwia! Zaczęłam jazdą po asfalcie, czułam jakbym jechała szosą. Inne było hamowanie – takie łatwiejsze do dawkowania. Dzięki hydraulicznym hamulcom można łatwo przyhamowywać – dużo płynniej niż w mojej szosie.

Wjechałam do lasu. Klęłam w myślach (na szczęście na głos to mi się rzadko zdarza) na wszystkich wokoło. Na mamę z synkiem na rowerku bez pedałów, na panią ciągnącą kijki, na młodego ojca pchającego wózek. Jednym słowem przeszkadzali mi wszyscy, którzy szli wydeptaną ścieżką.

Jechać z prędkością piechura, to przecież nie ma sensu. Takie zachwyty słyszałam i czytałam na temat rowerów przełajowych….

Kilka kilometrów dalej zrozumiałam, że…..nie muszę jechać wydeptaną ścieżką! I wtedy WOW – rower przełajowy jest cudowny. W chwili, gdy zaczęłam jechać po liściach, błocie (trochę, bo rower pożyczony), ziemi, trawie, zrozumiałam o czym mówią entuzjaści rowerów crossowych.

16 października 2017

Kotlety podwójnie panierowane z chrzanem – węgierski przysmak

Chrzanowy kotlet podwójnie panierowany, ziemniaki puree i kapusta z kminkiem - jesienny obiad fot. D.Szymborska


Ostatnio zachwycałam się kotletem schabowym przy okazji obiadu w Javorinie, w Zakopanem. Nie żebym odwoływała zachwyty, ale tamten kotlet był pyszny a ten przygotowany na sposób węgierski jest genialny!

Owszem zamieszania w kuchni sporo, a przygotowanie 5 kotletów z puree ziemniaczanym zajmuje około półtorej godziny, ale efekt jest naprawdę bardzo, bardzo smaczny!

Nie zdawałam sobie sprawy, jak pyszne jest połączenie chrzanu z mięsem wieprzowym. Chrzan zmienia smak, strukturę schabu – czyni go delikatnym, kruchym. Idealne połączenie! Co ciekawe, panierując dwa razy, zgodnie z węgierskim przepisem ani razu nie trzeba było sięgać po mąkę, wystarczyły duże, bardzo duże ilości bułki tartej.

Składniki (5 kotletów):

13 października 2017

Węgierski paprykarz „na zimę” - jesienny przepis na wieprzowinę

Pyszne mięso w świetnym sosie - węgierski przysmaki na polskim stole fot. D.Szymborska


Dla mnie gotowanie sezonowe oznacza, że jak tylko robi się chłodniej to szukam dań rozgrzewających. Dlatego sięgam po przepisy z kuchni węgierskiej, która jest pełna mięsa, smalcu, przypraw. Sprawdzoną bazą z przepisami jest Kulinarny Przewodnik Pascala – WĘGRY.

Paprykarz, ma w nazwie „na zimę” i jakbyśmy całego nie zjedli, to bym go zamknęła do słoika i byłoby super smacznie, tak otworzyć weck i tylko podgrzać…

Węgierska kuchnia wymaga smalcu, wieprzowiny, ton papryki i jest wymagająca, jeżeli chodzi o czas. Jest też łaskawa jeżeli chodzi o podgrzewanie, bo wszystkie sosy zyskują głębię smaku dnia następnego, gdy je podgrzewamy albo gdy podsmażamy dodatki (np. galuszki).

Porcja paprykarza na 6 osób wymaga następujących składników:

11 października 2017

Światowy Dzień Otyłości

Uważam, że publikowanie zdjęć grubych ludzi jest nie fair, przecież oni cierpią i tak, to zostańmy przy grafice, to podobno jest gruby wilk, który zjadł za dużo fot. D.Szymborska


Nie piszę złotych rad, jak schudnąć w tydzień, nigdy nie polecam głodówek, dużo miejsca poświęcam na zdrowe przepisy. Często wspominam o piciu wody, czasem wina. Zachęcam do aktywności fizycznej, koncentruję się na trzech sportach: pływaniu, kolarstwie i bieganiu, bo na to składa się mój ulubiony triathlon.

Jednym zdaniem – piszę o sporcie i jedzeniu. Dlatego przy okazji Światowego Dnia Otyłości ogłoszonego przez WOF (World Obesity Federation) przejrzałam statystyki. Zdębiałam. W środowisku w którym się obracam problemem jest pięć, czasem siedem (choć rzadko) nadliczbowych kilogramów. A tutaj była mowa o nadwadze i otyłości rzędu kilkudzisięciu kilogramów! Statystyki pokazują, że Polacy tyją na potęgę, dotyka to również dzieci.

WOF przekonuje, że choroba jaką jest otyłość może się przyczynić do upadki systemów opieki zdrowotnej.

Dyrektor zarządzający NHS w Wielkiej Brytanii uważa, że jeżeli odsetek ludzi otyłych będzie przyrastał w takim tempie, jak teraz, to w 2025 NHS będzie zagrożony bankructwem.

Leczenie otyłości to nie tylko walka z cukrzycą, nowotworami, to również choroby zwyrodnieniowe stawów.

To co mnie przeraziło to postawa mediów i wielu lekarzy na Zachodzie – jako sposób walki z otyłością podają operacyjne zmniejszenie żołądka. Serio. Ba nawet martwią się, że ten kosztowny zabieg nie będzie dostępny dla wszystkich (Global cost of obesity – related illness to hit $1.2tn a year from 2025, Sarah Boseley, The Gardian).

A może tak zacząć od małych zmian w diecie i trybie życia? To zdecydowanie tańsze i moim zdaniem bardzo skuteczne.

10 października 2017

Porażka może być pierwszym krokiem do sukcesu

Jak "snapczatowiec" robi zdjęcie to nie może być "normalnie" fot. J.


Nic tak nie dodaje skrzydeł, jak życiówka poprawiona na zawodach. Tak samo nic tak nie zabiera motywacji jak kolejny nieudany start.

Nie zawsze jest różowo, czasem jest czarniej niż w Kosmosie. Wyjście na trening staje się zadaniem na miarę wyprawy w góry wysoki. Wykonanie zaplanowanej jednostki treningowej jest tak samo rzeczywiste jak spotkanie tęczowego jednorożca w centrum Warszawy.

Udany trening wymaga nie tylko zdrowego organizmu, ale również motywacji do działania. Bez tej ostatniej, będziemy dalej tkwić w czarnej dziurze, albo nawet będziemy zapadali się jeszcze głębiej.

Sprawdzone sposoby by nawet po nieudanych startach odnieść sukces na kolejnych zawodach, są następujące:

1.     ANALIZA – nie można zamykać oczu na klęskę, ale nie należy też jej przeżywać w nieskończoność. Nie udało się nam osiągnąć zamierzonego wyniku bo:
·      Źle przygotowywaliśmy się do startu:
o   Błędy w planie treningowym
o   Błędy żywieniowe
·      Nie wykonaliśmy planu treningowego
·      Mieliśmy zły sprzęt i problemy techniczne (np. spadający łańcuch w rowerze, rozwiązujące się sznurówki w butach)
·      Byliśmy źle zorganizowani:
o   Niewyspani
o   Spóźnieni na start
o   Zmarznięci/przegrzani już na starcie zawodów.

Przygotowujemy zestawienie. Wyciągamy wnioski, tak by wykorzystać doświadczenie, które zdobyliśmy.

9 października 2017

Pieczona dynia z mascarpone i orzeszkami pini

Jak dla mnie, trudno o bardziej fotogeniczne warzywo niż dynia fot. D.Szymborska


Chyba bardziej sezonowo się nie da, w kwestii dyni! Leżą wszędzie, piękne, jesienne kolory. Nic tylko gotować. Tyle, że dynia potrzebuje czasu, owszem są odmiany, które są mniej czasowymagające, jednak trzeba zarezerwować chwilę w piekarniku, żeby cieszyć się dobrym smakiem.

Mój przepis z tych prostych i wydaje mi się, gwarantujących dobry smak, jednym słowem wychodzi zawsze!

Połączenie upieczonej, a potem delikatnie podsmażonej dyni z tłustym serkiem mascarpone jest świetne, a dodanie prażonych orzeszków pini pozwala z lekko mdłego dania „wyciągnąć” więcej smaków.

Jeżeli chodzi o czas pieczenia dyni, to zależy to od jej odmiany -  najkrócej piekę hokkaido (20 minut w temperaturze 200 stopni), dłużej „zwykłą” – około 30-40 minut), najlepiej jest przekroić dynię na ćwiartki, polać blachę lub naczynie żaroodporne oliwą i piec dynię, sprawdzając widelcem, czy jest już miękka. Trzeba uważać, żeby nie zrobić paćki dyniowej, bo tak jak do zupy się przyda, tak do mojego dania potrzebne są kawałki, które potem jeszcze delikatnie podsmażam na odrobinie oliwy.

Składniki (2 porcje):

8 października 2017

Hartowany kurczak z orzechami nerkowca i ryżem kokosowym

Pyszny, delikatny dzięki hartowaniu filet z piersi kurczaka ze smażonymi orzeszkami i zieloną dymką fot. D.Szymborska


Czasem miło wrócić do starego przepisu, sprawdzonego i pysznego! Jakiś czas temu przestałam gotować zielone i czerwone curry. Z bardzo prostego powodu, w okolicy pojawiła się azjatycka restauracja, w której curry jest boskie, tanie i nie trzeba zmywać! To ostatnie, wiadomo, że oczywiste w przypadku restauracji, ale tak cieszy….do tego pakują na wynos i można jeść ze swojego talerza….który już potem trzeba pozmywać, ale czym jest jeden talerz i pałeczki wobec całej kuchni do sprzątnięcia.

Niestety nie ma w okolicy żadnej dobrej chińskiej restauracji, stąd domowa chińszczyzna wciąż jest gotowana.

Kurczak z orzechami jest prostym daniem do przygotowania, ostrzegam tylko, że trzeba dużo oleju i trochę czasu. I tak sherry jest konieczna, bo zmienia smak dania!


Podanie z ryżem kokosowym, może nie jest  zbyt chińskim pomysłem, ale świetnie się komponuje.

Tutaj przepis na 3 duże porcje.

Składniki:

7 października 2017

Amatorskie Mistrzostwa Polski na milę - relacja

Z Mistrzyniami, jeszcze przed rozgrzewką fot. M.Dudziński


A co w pakiecie startowym? Jaki medal? Jest bluzeczka? Co będzie do jedzenia na mecie? Biegacze robią się coraz bardziej wymagający. Organizatorzy prześcigają się w projektach medali, zabiegają o sponsorów, żeby pakiety startowe były „na bogato”, a biegacze narzekają, że wpisowe za drogie….

Otwarte Mistrzostwa Polski na 1 mile to świetne zawody lekkoatletyczne. Miejsce – stadion AWF w Warszawie, wpisowe 25PLN. W pakiecie okolicznościowy worek, napoje i batoniki. Tyle. Medale dla najlepszych.

Spodobało mi się takie rozwiązanie. Pewno, że lubię medale, ba nawet je kolekcjonuję, ale z drugiej strony, rozumiem idę dekorowania tych, którzy są najlepsi. Wyjątek robię dla maratończyków i triathlonistów – tutaj wysiłek włożony w ukończenie zawodów jest na tyle duży, że uważam, że medal jest zasłużony!

Dzisiejsze zawody były zorganizowane na tip- top. Wolontariusze kierujący do Biura Zawodów, wywieszone listy startowe.  Szybkie wydawanie pakietów. Urocze i jakże lekkoatletyczne numery startowe – z wydrukowanym nazwiskiem (jeżeli wystarczająco wcześnie się na zawody zapisaliśmy). Start seriami po maksymalnie 23 osoby. Sędziowie, dzwonek na ostatnie okrążenie, telebimy i relacje na żywo ze sceny. Każdy mógł się poczuć wyjątkowo! Do tego specjalna bieżnia rozgrzewkowa, żeby nie przeszkadzać innym.

6 października 2017

Burger musi być drogi!

Domowy=najlepszy fot. D.Szymborska


W podobnym tempie co na Facebook’u przybywa zdjęć grzybów, w mieście powstają nowe burgerowenie. Jak grzyby po deszczu. Większość miejsc kusi promocjami, informuje o wielkich kotletach….

Zestaw za dwadzieścia złotych, za piętnaście, w tym jest burger, sałatka, czasem frytki lub napój.

Rozumiem zakupy w hurtowniach, niskie płace w gastronomii, ale nie wierzę, że w tak niskiej cenie burger będzie przygotowany ze składników dobrej jakości. To po prostu się „nie domyka”. Albo jakość albo niska cena!

Dlatego coraz rzadziej jem burgery „na mieście”, te ze stoisk czy foodtracków to już dawno skreśliłam – tłuszcz, tłuszcz i jeszcze raz tłuszcz! W fastfoodach nie jadał (wyjątek zrobiłam w sierpniu i na razie nie zamierzam powtarzać wizyty w restauracji innej niż wszystkie), mam jedynie słabość do burgerów w hotelowych restauracjach, tam zdecydowanie tanio nie jest, za to z reguły bardzo smacznie.

Oto jeden z lepszych burgerów, który zjadłam…u siebie w domu.

Jak dla mnie takie składniki są gwarancją pysznego jedzenia.

Patrząc na zdjęcie, i wymieniając od strony talerza:

4 października 2017

Fajitas z sezonowanej i marynowanej wołowiny

Człowiek je oczyma, prawda? Warto zadbać o ładny talerz...będzie jeszcze smaczniej..fot. D.Szymborska


Są takie przepisy, które się czyta i wie, że to co się według nich ugotuje będzie super smaczne. Niestety, właśnie te przepisy, bardzo często mają albo super długi czas przygotowywania albo na liście niezbędnych składników jest tyle dziwnych rzeczy, że….odkładamy je na kiedy indziej.

Dokładnie tak było z przepisem autorstwa J.Kenji Lopez-Alt, czekał i czekał na ugotowanie….Kenji jest bardzo znanym kucharzem, jego książki są bestsellerami na listach New York Times. Jak ktoś nazywa psy Jamon i Shabu, to od razu wiadomo, że uwielbia gotować! Kenji jest nie tylko świetnym kucharzem ale też dba o tak zwaną stronę teoretyczną, to znaczy nie tylko pisze jak postępować w kuchni, ale również tłumaczy krok po kroku, dlaczego należy tak a nie inaczej gotować. Lopez-Alt jest szefem portalu internetowego Serious Eats, a jego przepisy mają po miljon odsyłaczy do podstron, które wyjaśniają wszystkie niuanse gotowania.

Fajitas ze stekiem są genialne w smaku! To danie na rodzinną kolację, albo spotkanie z przyjaciółmi. Gdy skończymy gotować mamy czas by spokojnie siedzieć przy stole i jeść ze wszystkimi, a przecież o to chodzi w gotowaniu – o radość wspólnego jedzenia!

Przepis Kenji jest dla 3-4 osób, które są bardzo głodne, lub dla 5-6 gdy fajitas będą drugim a nie jedynym daniem.

Ostrzeżenie – potrzebne są woreczki strunowe i termometr do mierzenia temperatury grillowanego steka. I nie można zapominać o minimum 3 godzinach, przez które mięso musi się marynować.

Składniki:

2 października 2017

Biegnij Warszawo – 2017 – relacja

Piękna jesień i kolejny medal biegowy do kolekcji fot. D.Szymborska


Z reguły jak tylko wezmę prysznic i coś zjem, to zaczynam pisać relację z zawodów. Wszystko po to, żeby opisać atmosferę, emocje, wrażenia, zanim o nich zapomnę, albo wszystko opowiem znajomym i tak naprawdę nie będę miała o czym więcej wspominać.

Tutaj jest inaczej, wczoraj nie pisałam o Biegnij Warszawo, bo było w mnie dużo smutku, niezadowolenia i rozczarowania.

Zacznę od tego, wystartowałam dlatego, że mam wielki sentyment do tego biegu. Biegłam 11 raz pod rząd. Chciałam zachować ciągłość. Nie przejmowałam się tym, że będę sobie truchtać po Warszawie, dbając o to, żeby kontuzja po maratonie się nie odnowiła. Chciałam po prostu dobrze się bawić, jak co roku.

Tym razem organizatorzy mocno promowali współzawodnictwo (w ilości nie prędkości) między kobietami i mężczyznami, o przepraszam między „dziewczynami i panami”. Pomysł podobny do tych sprzed lat – gdzie np. Warszawa była dzielona na prawo i lewobrzeżną. Tyle, że tutaj się zabrakło wyczucia. Tak, uważam, że aktywizacja kobiet w sporcie jest bardzo ważna. Tak, ogromnie się cieszę, że coraz więcej jest nas na trasach. Wciąż jest tak, im krótsze biegi tym więcej kobiet, maraton to wciąż „męska” rzecz, ale i to powoli się zmienia. Jeszcze przed startem usłyszałam o tym, że „panowie mogą gonić dziewczyny w ślicznych spódniczkach”. To prawda, dużo dziewczyn bardzo szybko biega, ma piękne nogi, ciało, tylko czy to jest wyznacznik tego, kogo warto „gonić”?

Ruszyłam sobie spokojnie na trasę. Wiedziałam, że będzie tłum, że wiele osób przejdzie do marszu. Nie liczyłam na cud, bo BW jest biegiem masowym, kultowym i trudnym jeżeli zależy nam dobrym czasie. Mi nie zależało. Więc przybijałam piątki dzieciakom i biegłam. Niestety organizator „zapomniał” oznaczyć kilometry na trasie. Owszem były maty z pomiarem czasu ale znaczków informujących ile już kilometrów się przebiegło nie zauważyłam. Jak dla mnie to duże niedopatrzenie. Ci, którzy biegają dłużej wiedzą, że nawet najlepsze zegarki z GPSem i wodotryskiem potrafią się nie uruchomić, wtedy zostaje zwykły stoper i odcinki kilometrowe by wiedzieć w jakim tempie się biegnie.

30 września 2017

Pierwsza dyszka – 10 RAD DLA DEBIUTANTÓW

Obciach nie? To po to też, jest te 10 rad dla debiutantów, żeby obciachu nie było na trasie i na mecie! fot. D.Szymborska


Już w niedzielę, czyli JUTRO biegacze sparaliżują Warszawę. Znowu. Tydzień temu maraton teraz „tylko” dyszka. Dla wielu osób to będzie debiut na tym dystansie.

Biegnij Warszawo, a wcześniej Run Warsaw to impreza, do której mam wielki sentyment. Pierwszy raz pobiegłam w 2006 roku….

Każdy kiedyś zaczynał, a wiadomo, że lepiej uczyć się na błędach innych, dlatego przygotowałam poradnik dla debiutantów. Ale uwaga, rady przydadzą się wszystkim, tak jak agrafki do numeru startowego!

10km – poradnik dla debiutantów

1.     Dzień wcześniej przygotuj wszystkie ubrania na bieg, nie zapomnij o numerze startowym i agrafkach. Czasem chip nie jest częścią papierowego numeru startowego, tylko trzeba go przymocować do buta. Zrób to dziś, w przeddzień biegu. Naładuj zegarek!

2.     Zaplanuj drogę na start, im większa impreza biegowa, tym dostanie się na start zawodów może być bardziej skomplikowane. Jeżeli to możliwe (Warszawa) korzystaj z metra – tam nie ma utrudnień i zmian w rozkładach.

3.     Zdecyduj wcześniej (dziś!) czy zamierzasz korzystać z depozytu, jeżeli tak, to pamiętaj, że musisz używać worków zapewnianych przez organizatora biegu.

29 września 2017

Currywurst – sprawdzone miejsce w Berlinie

Po latach, właśnie teraz się zorientowałam, że to nie zwykła kiełbasa z dodatkami tylko danie bio, organic....fot. D.Szymborska


Jeżeli się nie pomyliłam to jadłam w tej budce currywurst 11 razy. Na przestrzeni 7 lat. Ani razu nic mi nie było, nie miałam nawet najmniejszych problemów żołądkowych…. Tak zaczynam, bo trzy lata temu pisałam o tym rodzaju kiełbasek, tym, że są opatentowane i powstały jako tańszy zamiennik dla prawdziwych kiełbas (TUTAJ).

Od 1949 czyli daty przyznania patentu Hercie Heuver minęło sporo czasu, produkcja przemysłowa currywurst’ów się też zmieniła.

Dopiero zerkając na zdjęcia zauważyłam, że budka serwująca jedzenie pod moim ulubionym KaDeWe podaje dania „organic” i „bio”.

28 września 2017

Biegnij Warszawo 2017 – pakiet startowy

Sznurówki - oznaka wsparcia chorych osób, bluzeczka śliczna fot. D.Szymborska


Kolega śmiał się, że taniej jest zamówić taksówkę i przejechać 10 kilometrów niż wystartować w Biegnij Warszawo.

Przy obecnych stawkach, to prawda, no chyba, że mieszkamy w drugiej strefie i jest niedziela, to wtedy bieganie w BW będzie tańsze.

Inni śmieją się, że to najbardziej lanserski bieg w Polsce.  Całkiem to możliwe, bo bluzeczki z BW królują potem przez kilka miesięcy na wszystkich trasach biegowych. Choć pewno, przeczytam, że bluzeczki w pakietach gorszej jakości niż te kupowane w sklepach….

Można się śmiać, czepiać ale…..ja mam same dobre wspomnienia związane z tym biegiem, obiecuje sobie, że poszukam medali, bo startuję od drugiej edycji (tej gdzie biegłam na pięć kilometrów), bo pamiętam jak biegnąc z drugi raz (trzecia edycja) zmartwiłam się, że coś nie tak z moją kondycją bo gorszy czas….bo wtedy już był to bieg na 10 kilometrów a ja jeszcze startowałam bez zegarka…. sentyment pozostał....

27 września 2017

Mięso bez zabijania? Czyli kotlety z probówki!

Tak wygląda inne "czyste mięso", takie, które można umyć detergentem,
nie można go tylko zjeść bo jest plastikowe fot. D.Szymborska


Uwielbiam nowinki techniczne, ale niektórych się zwyczajnie boję. Przeraża mnie stopień ingerencji człowieka w genetykę. Nie chcę rozmawiać z ziemniakami ani świecić po zjedzeniu pomarańczy. Rozumiem, że winogrona mają pestki, a jabłka nie są doskonale zielone.

Przywiązuję wagę do tego to jem, interesuję się tym w jakich warunkach były hodowane zwierzęta, których mięso zjadam. Jednocześnie nie zamykam oczu na rzeczywistość. Wiem, że mięso było wcześniej uroczą owieczką czy kurczaczkiem.

No właśnie na razie wiem, że mięso pochodzi ze zwierząt. Dziwnie to brzmi, bo oczywistość pochodzenia steka przestało być, już kilka lat temu, takim pewniakiem. Na razie po prostu nie ma masowej produkcji mięsa w laboratorium. Testy trwają, laboratoryjny stek jest bardzo drogi, podobno smaczny.

W 2016 roku Mike Selden i Brian Wyrwas założyli Finless Food – to rolnictwo komórkowe. Jednym słowem w Dolinie Krzemowej już hoduje się mięso w laboratorium.

Naukowcy zauważyli, że mięso ryb jest prostsze do „produkcji”. Już w 2013 roku Profesor Mark Post zaserwował mięso, które nazwał mięsem in-vitro (po łacinie znaczy to mięso w szkle).

Wyrwas twierdzi, że laboratoryjne produkowanie mięsa jest trzecią drogą dla ludzi. Pierwsze dwie to przejście na wegetarianizm albo ignorowanie zmian klimatycznych wywołanych przez między innymi hodowlę przemysłową zwierząt.

Na czym polega laboratoryjna hodowla mięsa? Naukowcy pobierają komórki przez biopsję, potem je „karmią” solą, węglowodanami i białkiem. W ciągu 24 godzin podwaja się ilość komórek, podobno proces może przebiegać jeszcze szybciej.

Ci co jedli, twierdzą, że „steki laboratoryjne”, jeżeli są dobrze usmażone, smakują tak, że nie można ich odróżnić od tych „oryginalnych”.

25 września 2017

44 Berlin Marathon – relacja

Medalowa i rzeczywista Brama Brandenburska - jak dla mnie symbol berlińskiego maratonu fot. D.Szymborska


Widać ich wszędzie, część ma medale na szyi, reszta eventowe kurtki, kuśtykają z podniesioną głową. Niektórzy dopiero od wczoraj są maratończykami.

Bieganie w Berlinie jest inne, gdy widzisz kogoś na treningu to gna, daje z siebie wszystko (trochę podobnie jak w Barcelonie), gdy zamykają milion ulic w dniu maratonu, ludzie wynoszą stoliczki, krzesełka, wystawiają kolumny na balkony i…kibicują a nie psioczą. Niemcy uwielbiają się ścigać, nie potrzebują medali, pamiętam sylwestrowy wyścig pod Berlinem, gdzie nagrodą były pączki a czasy były olimpijskie z tego prostego powodu, że tam przyjeżdżali mistrzowie.

Wczorajszy dzień był cudowny. Pewno będę zadręczać znajomych, jak tylko zapytają jak było to zacznę….od tego, że ukończyłam swój piąty berliński maraton. Potem pewno powiem, że nie było życiówki, nie zamierzam się tłumaczyć ale wszyscy, ci, którym rosną zęby mądrości – zrozumieją. Przy szczękościsku, i spuchniętej szczęce można szybko spacerować, wolno biegać…. Owszem mogłam w piątek zacząć łykać antybiotyk, ale wtedy start byłby dużo bardziej niebezpieczny dla zdrowia. A tak cóż żele się wciąga a nie gryzie, banany do twardych nie należą, tylko zamiast uśmiechu do kibiców wychodził mi jakiś dziwny grymas.

23 września 2017

44 Berlin Marathon - jeden dzień do startu!

Nie dogadałam się o co chodzi ze zdjęciem - czy mam być na nim ja cała czy logo maratonu...wyszło tak....fot. J.


Mam już opaskę na ręku. Tak jak nabijam się bardzo z tych oznaczeń All Inclusive, śmieję z kempingowych czy koncertowych, tak opaskę z maratonu lub triathlonu (jeżeli jest materiałowa a nie plastikowa) zdarza mi się nosić dłużej….no znacznie dłużej. Wiocha? Troszkę tak, przypomina to wysyp czepków z logo zawodów, albo noszenie wszędzie torby czy plecaka z pakietów startowych. Z drugiej strony, czemu nie chwalić i nie cieszyć?

Maraton to biegowe wyzwanie, niezależnie od czasu na jaki się biegnie, dystans jest dłuuugi ale za to radość na mecie jest wprost proporcjonalna do dystansu i odwrotnie do czasu!

Jutro start. Cieszę się, choć wiem, że będzie ciężko, bo maraton do łatwych nie należy. Prognozy pogody się zmieniają – jednym słowem będzie padać, albo nie będzie….

EXPO już drugi rok jest w nowym miejscu, hale lotniskowe zajęli imigranci, nowa miejscówka nie jest taka spektakularna, ot hale tym razem kolejowe.

21 września 2017

Maraton – jak uniknąć pułapek żywieniowych

Pułapek jest wiele....a na maratonie są trzy największe, w które wpada wielu maratończyków fot. D.Szymborska


„Biegnę, biegnę, nogi mnie niosą, przebiegam linię mety. Nie zatrzymuje się, pędzę dalej biegnę do tojtoja.”

Budzę się zmęczona jakbym naprawdę przebiegła maraton i więcej… 

W niedzielę pobiegnę w swoim ósmym maratonie, piąty raz w Berlinie. Jak dotąd nie miałam nigdy problemów żołądkowych, „udało mi się” za to poważnie odwodnić.

Maraton to picie i jedzenie, oczywiście bieganie też, takie od jednego punktu odżywczego do drugiego….

To trzy największe pułapki żywieniowe:

1.     Tłok przy wodopoju

Biegnę dalej, nie będę się zatrzymywać, czas leci. NIE! Maraton bez picia, to się biegało w ubiegłym wieku. Inna sprawa, że z całkiem dobrymi czasami, ale wtedy amatorów nie było tyle na starcie, co teraz. Z roku na rok średnia prędkość maratończyków jest wolniejsza, ot maratony stają się biegami masowymi.

2.     Jeszcze jeden „żelik”

„Choinki” na starcie – biegacze obwieszeni żelami, patenty wszelakie: pasy biodrowe, przyklejone taśmą malarską do przedramion, schowane w rękawiczkach, torebeczki na pasku…6,7,8 żeli…. To nie ultra! Przeciążony żołądek nie pozwoli biec na zamierzony czas, ba może tak zastrajkować, że nawet mety nie zobaczymy…

3.     Bo dawali….

20 września 2017

Szpinak mocy z muszlami Popeye’a

Muszle, szpinak i jest moc, potrzebna i żeglarzowi i maratończykowi! fot. D.Szymborska


Ładowanie węglowodanami nie musi być nudne, ba może być pyszne! Brzydka pogoda, dużo zamieszania, mało snu. Potrzebuję klusek mocy. Chcę być jak Popeye – zjeść puszkę szpinaku i nabrać siły. Palić fajni nie zamierzam ani wypływać do nieznanego portu również, ale mocy potrzebuję bardzo.

Zamiast puszki szpinaku – ¼ kilograma małych listków, do tego sporo dodatków – śmietana, suszone pomidory, ser pleśniowy i przede wszystkim pyszny makaron.

Nie wiem jak się gotuje na statku Popeye’a wiem, że przygotowanie tego dania zajmuje 30 minut.

Jeszcze 4 dni makaronów, kasz i ryżu a potem? A potem trzeba „tylko” przebiec maraton i można będzie zjeść coś innego….

Składniki (5 porcji):

19 września 2017

Papad – hinduskie prażynki

Papad, grillowana sałata rzymska, cukinia, dip z ogórka, przypraw i jogurtu, dwa sosy z kurczakiem....fot. D.Szymborska


Mam wielką słabość do kuchni hinduskiej. Jednocześnie nigdy (jeszcze) nie byłam w Indiach i tak naprawdę przygotowuję wyobrażenia o hinduskich smakach. Staram się odwiedzać restauracje, które podają oryginalne dania, jednocześnie zdaje sobie sprawę, że przyprawy to można przywieźć, ale to nie wszystko by oddać smak, aromat. Trudno.  Trzeba gotować, ćwiczyć, uczyć się i jeść pyszności bo przecież o to chodzi w całym tym spędzanym w kuchni czasie….

To co tak bardzo lubię w hinduskich kolacjach (bo w kwestii obiadu nigdy się nie wyrobię) to wielość potraw na stole. Oznacza to, że w kuchni spędza się dużo czasu – coś za coś! Ogromnie mnie cieszy, jak mogę sobie nałożyć kilka różnych potraw,

Papad ma wiele nazw: papadum, papadom, pappad, poppadom, pampad. Żeby było jeszcze bardziej skomplikowanie to jest przygotowywany z różnych mąk. To co jest cechą wspólną to bezglutenowość. Do pieczenia tych prażynek/chipsów używa się mąki z ciecierzycy, soczewicy, czarnej fasoli ewentualnie ryżowej.

18 września 2017

Kanapka klubowa

Kanapka klubowa! Pysznie, oj pysznie i power śniadanie przy okazji! fot. D.Szymborska


Ile klubów tyle wersji. To pozycja w menu, głównie hotelowym, która zawsze jest niespodzianką. Jedyne co pewne, to to, że dodatki będą zapakowane pomiędzy pieczywo. Cała reszta jest zupełną dowolnością.

Nasza kanapka klubowa to: świeża, pełnoziarnista, chrupiąca bagietka (tym razem piekarnia Vincent), ser lazur (niebieski – jak dla mnie odkrycie, bo a) lokalny b) genialny w smaku i c) stosunkowo tani jakby porównać z serami francuskimi), grillowany kurczak (a dokładniej filet  z piersi kurczaka, który marynował się przez 2 dni w przyprawach i oliwie), mix sałat (tutaj brak lokalności, bo te włoskie mi bardziej smakują ostatnio) do tego sos musztardowo miodowy i voila!


Kto chce być w takim klubie? Udanego tygodnia! A teraz nic tylko kluski i kasze…bo węgle trzeba ładować przed maratonem!

17 września 2017

Tydzień do MARATONU, jak wszystkiego nie zepsuć

To już za tydzień!!! MARATON!!!! fot. D.Szymborska


Któż nie słyszał rad: odpoczywaj, ogranicz długość bieganych dystansów, ładuj węglowodany, wysypiaj się, nawadniaj….

Zwariować można od dobrych i życzliwych rad. Każdy, kto kiedykolwiek ukończył maraton uważa się za eksperta i pewnym tonem wyraża porady, nie biorąc pod uwagę, że każdy jest inny, inaczej się przygotowuje do biegu na dystansie maratońskim i ma inne cele!

Kto z nas zrealizował w 100% plan przygotowawczy do maratonu? Cisza na sali.

No właśnie…. Dlatego dokładnie na tydzień przed maratonem starajmy się nic nie zepsuć! A uwierzcie, można dużo złego zdziałać przez siedem dni!

Nie róbmy długiego wybiegania w tempie startowym! Jeżeli myślimy o szybkiej trzydziestce, dziś, albo w tygodniu to możemy zapomnieć o szybkim maratonie w następną niedzielę! Tak mogą trenować profesjonaliści, ale to ich praca. Jeżeli wpadamy w panikę, że zbyt mało zrobiliśmy długich wybiegań to owszem wyjdźmy pobiegać ale „po miękkim” czyli po lesie, w spokojnym tempie, nie dłużej niż dwie godziny. To będzie trening, który przyniesie więcej korzyści naszej psychice niż ciału, ale wiadomo, że ostatnią część maratonu biegnie się głową!

Nie odchudzajmy się i nie przesadzajmy z „ładowaniem węglowodanów”! Z jednej strony jak pomyślimy, że dodatkowe gramy, czy kilogramy mamy nieść przez 42 kilometry, to zamykamy lodówkę na kłódkę. Z drugiej przygotowując się do taaakiego wysiłku musimy mieć siłę i tym często tłumaczymy kolejną pochłoniętą tabliczkę czekolady albo dodatkowy ser do pizzy. Żadna skrajność nie jest dobra. Wychudzeni będziemy bez siły, przejedzeni możemy się spodziewać problemów z żołądkiem na trasie.