17 stycznia 2017

Domowe, hinduskie jedzenie w niespełna godzinę!

Uwielbiam kolacje, obiady i śniadania też, gdy mogę sobie nakładać dużo różnych dodatków na talerz.....fot. D.Szymborska


To wcale nie musi być wyścig z czasem, to jest jak najbardziej wykonalne, wymaga tylko trochę dobrej organizacji w kuchni….godzinka i mamy hinduską kolację!

Do tego, taką składającą się z: sosu mięsnego, prażonych migdałów – by w buzi chrupało, jogurtu, grillowanych bakłażanów i kokosowego ryżu!

Gotowanie ryżu – trzeba założyć około 40 minut, do tego dwie patelnie – na sos i żeby móc uprażyć płatki migdałowe i ruszamy do hinduskiego gotowania!

Warto zacząć od tego co robi się najdłużej, czyli sosu, w międzyczasie grillować bakłażany i prażyć migdały. Na czteropalnikowej kuchence zostanie jeszcze jedno miejsce na..... ugotowanie ryżu!

Uwaga potrzebny jest też ręcznik albo koc!

Składniki (5 osób):

16 stycznia 2017

Włoska zapiekanka makaronowa czyli MammaMia gotuje

Powiem tak, podobnie wyglądało na obrazku w książce, nie wiem jak tamta zapiekanka smakowała, wiem, że ta była doskonała! fot. D.Szymborska


Prawdopodobnie najlepsza książka kucharska z włoską kuchnią, tak zapewniają wydawcy Cristiny Bottari. Jej książka „MammaMia, Prawdziwa kuchnia włoska” to coś więcej niż przepis to opowieść o smakach, wspomnieniach i włoskich mamach w kuchni.

Dobrze się ją czyta, miło przegląda ilustracje ale z gotowaniem już nie jest tak łatwo. Strona 130 i przepis na zapiekankę makaronową – dla 6 osób, to widomo, ale, że gotowanie zajmie ponad 3 godziny, to już Cristina zapomniała napisać……

Dlatego ostrzegam, to danie wymaga czasu i uwagi ale na szczęście nie jest trudne! Drugą dobrą wiadomością jest to, że jest to bardzo tanie danie. Tak to już jest proste, tanie składniki plus dużo czasu i uwagi i uzyskujemy danie, które jest pyszne i często drogie w restauracjach (pizzę i makarony właśnie….).

Zapiekankę MammMii jedliśmy dwa dni, pierwsza wersja zgodna z przepisem, druga – wariacje i dodatki. I sama nie wiem, która bardziej mi smakowała!

Tutaj przepis na klasyczną zapiekankę włoską, 6 sporych porcji, ciekawe w smaku klopsiki i dużo pysznego groszku (uwielbiam ten dodatek).

Składniki:

15 stycznia 2017

11 Bieg Policz się z cukrzycą + kwestowanie = potężna dawka pozytywnej energii

Brakuje dwóch nóg na zdjęciu, ale była z nas niezła ekipa biegowo/rowerowa! fot. D.Szymborska


Nigdy nie kwestowałam dla WOŚP, dziś był pierwszy raz. Tyle pozytywnej energii! Nikt nie powiedział złego słowa, do tego darczyńcy byli naprawdę hojni. Efekt w puszce znalazło się ponad 1200PLN. Tyle dobra, tyle uśmiechu! Jestem pod ogromnym wrażeniem! Dawno się tak nie cieszyłam z pomagania, ba dawno nie było to tak efektywne, tyle pieniędzy wrzuconych z uśmiechem do puszki! A potem? Było bieganie, też charytatywne, bo wpisowe z biegu przeznaczone było na zakup pomp insulinowych.

Tak, uważam, że dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Przekonałam się w sposób jak zupełnie wymierny, że ludzie są dobrzy i chcą pomagać. Cudowne uczucie być częścią tych co pomagają!

Sam bieg, cóż bardziej przebieżka z przyjaciółmi. Jak zawsze było super. Skład ekipy: debiutant, niespełna sześcioletnia rowerzystka, nastolatek i przyjaciółka. Niezła z nas była ekipa. Wszyscy razem znaleźliśmy się w wielkiej śnieżycy na mecie i wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni.

14 stycznia 2017

Karuzela WOŚP – 11 Bieg policz się z cukrzycą – pakiet startowy

Selfie na WOŚPowej karuzeli, w drugiej ręce pomarańczowa reklamówka z pakietem startowym!


Już jutro! Biegniemy, jedziemy na hulajnogach, pchamy wózki z dziećmi, a wszystko po to by policzyć się z cukrzycą!

WOŚP po raz kolejny organizuje wspólne bieganie. To już będzie jedenasta edycja, pierwszy raz pobiegłam w siódmym biegu (relacja tutaj). Zawsze było super!

Jak co roku design bluzeczek jest bardziej niż strasznie brzydki, ot taka stylistyka która jest utrzymywana w każdej kolejnej edycji biegu. Fluorescencyjny pomarańczowy kolor jutro wypełni ulice Warszawy!

11 Bieg policz się z cukrzycą to przeciwieństwo wszystkiego czego oczekuję od zorganizowanego biegu:

·   Start – z reguły opóźniony, nie ma stref czasowych, można wpaść pod hulajnogę lub zostać rozjechanym przez dziecięcy wózek,
·      Trasa – niedomierzona, czasem jest zegarek pokaże o 200m więcej niż 5km, czasem o 400 mniej,
·      Brak pomiaru czasu,
·      Wielki tłok na mecie, kolejki po jogurty, kiełbaski czy sałatki,
·      Medal, który wcale nie jest ładny.

13 stycznia 2017

Meksykańskie drinki czyli miksologia i foodparing

Moim zdaniem w drinku nie chodzi o ilość alkoholu tylko smak....fot. D.Szymborska


Na blogu nie piszę o mocnych alkoholach. Uważam, że coś co ma dużo procentów nie idzie w parze ze sportowym trybem życia. Jednocześnie twierdzę, że dobre wino (głównie białe, choć „amerykańscy naukowcy” wychwalają czerwone) sprawia wielką radość, a pite racjonalnie nie wpływa na amatorskie uprawianie sportu. Ale dla pewności, że wszystko dobrze pójdzie na zawodach to na kilka tygodni przed startem unikam jakichkolwiek procentów. Ot, chcę być pewna, że nie tylko dobrze trenowałam, ale też zadbałam o to by organizm był w najlepszej kondycji.

Taki długi wstęp bo wczoraj uczyłam się przygotowywania meksykańskich drinków, takich, które pasują do jedzenia. Tutaj myślę, że Patryk Le Nart, który jest właścicielem Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów w Warszawie, dostanie małego „zawału” jako prowadzący warsztaty, bo ja uważam, że jak zamiast 40ml tequili dodam do margarity 10 to będzie nawet smaczniejsza! Serio! To taki mój sposób, żeby przygotować drink i znaczącą zmniejszyć ilość alkoholu.

Pierwszy raz uczyłam się jak to jest stać za barem, nowe nazewnictwo sprzętów, nawyk czystego stanowiska ten sam co w kuchni. Do dyspozycji miałam: zlewozmywak dwukomorowy: w jednej lód, druga do mycia naczyń, kieliszki i wszystkie mniej lub bardziej skomplikowane sprzęty barmańskie. Uczyłam drinków na bazie tequili. To dlatego, że jedzenie przygotowane przez Magdę i Łukasza z bloga Ale Meksyk! było meksykańskie….

Moja mniej alkoholowa margarita była naprawdę smaczna, a pomysł z przyprawami korzennymi jest super, pod warunkiem, gdy zachowamy umiar! W ramach foodparingu korzenna margarita pasowała do tostadas z tuńczykiem – na małej, kukurydzianej tortilli ułożona jest ostra pasta tuńczykowa i kolendrą.

Składniki  margarity (1 kieliszek):

12 stycznia 2017

Owsianka w teatralnym foyer

Ślicznie prawda? taką przestrzeń to ja lubię! fot. D.Szymborska


Nie jestem najlepsza w znajdowaniu nowych miejsc, gdzie można zjeść śniadanie. Coraz mniej ufam temu, co czytam w rekomendacjach innych „foodie”. Odnoszę wrażenie, że wielu z nich się zachwyca bo nowe, bo trzeba….i potem idę i okazuje, że albo opisywali nie to miejsce, albo ja trafiłam na inną ekipę kelnersko/kucharską. Wiadomo, że restauracje, kawiarnie mają lepsze i gorsze dni, tylko jakoś dziwnie się zdarza, że jak jestem gdzieś po raz pierwszy, przejechałam pół miasta, bo przeczytałam jak cudownie/klimatycznie/pysznie to na miejscu okazuje się, że….nie było warto. Zdecydowanie wolę miejsca polecane przez znajomych i przyjaciół. Ot jeżeli chodzimy razem po restauracjach, znamy swoje gusta i oczekiwania to polecamy sobie miejsca, które będą tej drugiej stronie odpowiadały. Tak zwyczajnie jest łatwiej i pewniej.

Jak G. mówi, że dobre jedzenie i fajny klimat to idę w ciemno. Choć dziś już było jasno jak jadłyśmy śniadanie w teatralnym foyer. Teatr Nowy na Madalińskiego – kawiarnio-restauracja – Nowe Miejsce, kawa i wino. Olbrzymia przestrzeń. Jak przyszłam to nie było innych gości niż G. i ja. Krótkie menu śniadaniowe, podobno w weekendy są specjalne śniadania, w tygodniu wybór może nie największy, ale warto się skusić na owsiankę. Ta dzisiejsza była pyszna! Można wybrać mleko, w ofercie było kokosowe, sojowe i krowie. Za sojowym nie przepadam, kokosowe oznaczałoby zaprzeczenie dietetyczności owsianki, to zostałam przy krowim.

11 stycznia 2017

Test 6 par specjalistycznych rękawiczek biegowych

Tak, tak staram się dbać o swoje dłonie...fot. D.Szymborska


Tak jak bluzeczki teraz są techniczne tak rękawiczki specjalistyczne. Pewno, że można się uśmiechnąć i wyjść na trening w zwykłych rękawiczkach za pięć złotych. Wszystko można, tylko to wcale nie oznacza, że będzie super wygodnie. Zarówno  bardzo niskie  jak i wysokie temperatury są trudnym sprawdzianem dla odzieży i sprzętu. To co nie będzie nam przeszkadzać (zbytnio) przy minus 3, będzie miało znaczenie przy minus 15, a poniżej minus dwudziestu może wpływać na nasze zdrowie. Dlatego, tak uważam, że rękawiczki są ważne!

6 par rękawiczek w przedziale cenowym od 25PLN do 150PLN. Wszystkie mają za sobą co najmniej jedną zimę biegania, niektóre mają tych zim aż osiem. 

Myślę, że dzięki charakterystyce, poszczególnych rękawiczek, każdy znajdzie coś dla siebie! Miał być test 8 par, ale dwie uległy zgubieniu…a o tym, które się gubią trudniej też będzie w teście!

10 stycznia 2017

Obiad w domu towarowym – Barcelona

Ulubione maki w różnych wersjach fot. D.Szymborska


Mam słabość do wielkich, luksusowych domów towarowych. Uwielbiam wielość stoisk, profesjonalnych sprzedawców, kolejne piętra, które przynoszą co rusz to nowe możliwości zakupowe. Inna sprawa, że z reguły nacieszę się spacerowaniem, oglądaniem, rzadko coś kupuję, natomiast bardzo często zmęczona niekupowaniem idę coś zjeść.

Domy towarowe to jedno z nielicznych miejsc, które pomimo często stołówkowego charakteru jest świetnym miejscem by zjeść obiad.

W Berlinie uwielbiam KaDeWe, ostatnie piętro z naprawdę smacznym jedzeniem i pięknym widokiem (pisałam o tym TUTAJ),  w Londynie lubię część jedzeniową w Selfridges (np. dobry ramen - recenzja TUTAJ), a w Barcelonie….no właśnie dzięki koleżance odkryłam bardzo przyjemne miejsce…

9 stycznia 2017

Krokiety z krabowo rybne – wersja lekko orientalna

To są genialne krokiety, rozpływają się w ustach, wyczuwalna jest kolendra, smaku dodaje imbir a mięso kraba - jak zawsze pyszne! fot. D.Szymborska


Mam słabość do krokietów, jeszcze większą do mięsa z kraba, nie wspominając o kotletach rybnych. Uwielbiam! Gdy w książce kucharskiej „Wszystkie smaki Skandynawii” Claus’a Meyer’a zobaczyłam przepis: „Pikantne kotleciki rybne” wiedziałam, że chce je przygotować. Przeczytałam starannie recepturę, brzmiało jeszcze smaczniej niż tytuł i całkiem wykonalnie.

Niestety, NIE róbcie tych kotlecików! Coś jest BARDZO „nie tak” z przepisem – rozwalają się, robią się tłuste i wcale nie smakują dobrze. A tu zgodnie z przepisem: świeży dorsz (15PLN), mięso z kraba (25PLN), świeża kolendra (4PLN), jajko od wybieganej kury (1PLN) i jeszcze trochę innych składników. Wyrzucić? NIE! Przerobić – TAK! Efekt – genialne krokiety o lekko orientalnym smaku.

Zamiast się użalać, że znów trafiłam na przepis, który nie był naprawdę gotowany, albo którego nie zrozumiałam – też możliwe, cieszę się z cudownych krabowo-rybnych krokietów. Są tak dobre, że znikają nawet na zimno, z lodówki….trochę ukradkiem…trochę „na szybko” przed kolacją….

Mój przepis jest na minimum 15 krokietów, myślę, że gdybym od razu gotowała po swojemu a nie zmarnowała masę rybno-krabową to byłoby z 18 krokietów. Nic to, cieszę się z pysznych 15!

Składniki (minimum 15 krokietów):

7 stycznia 2017

Zimowe Biegi Górskie….czyli zawody rozgrywane przy minus 20 (słownie: dwudziestu) stopniach

Na mecie! Tak, tak mam sople na rzęsach i siwe włosy! Panowie z brodami wyglądali zdecydowanie bardziej efektownie! fot. T.


Tych co nie są z Warszawy, trzeba wtajemniczyć. W stolicy praktycznie nie ma górek, podbiegi można biegać w kilku miejscach (po asfalcie na Agrykoli i Karolkowej (bardziej kocie łby), przełajowo na Kopie Cwila i drużkami pod Górkę Szczęśliwicką) płasko tutaj…. 

Falenica jest dzielnicą Warszawy, można tutaj dojechać kolejką, autobusem lub autem. Większość biegaczy wybiera to ostatnie rozwiązanie, dlatego okolice Szkoły Podstawowej nr 124 przy Bartoszyckiej przez 6 sobót w roku zastawione są autami, trawniki rozjeżdżone (no chyba, że jest taki mróz jak teraz i nic rozjeździć się nie da!).

O trasie po wydmie już pisałam, bo warto trenować przez zawodami – post TUTAJ. A dziś? Dziś była inauguracja cyklu. Zawody na trzech dystansach – jedna pętla – 3.3, dwie – 6.6 i trzy – 10km.

6 stycznia 2017

Rozgrzewający obiad z kalerosse czyli z brukselko jarmużem – bezglutenowy!

Proste w przygotowaniu, świetne w smaku i co ważne w taką pogodę - rozgrzewające danie! fot. D.Szymborska


Ciepło nie jest. Wiadomo, że zima, ale ostatnie tygodnie przyzwyczaiły mnie do małego chłodu a nie dużego mrozu.

Trzeba się rozgrzać. Wiadomo, że najlepsze i najskuteczniejsze są kasze, białko zwierzęce i odpowiednio dobrane warzywa. Jednym słowem ma być zdrowo i smacznie.

Szybki obiad, jutro otwierają sklepy a kalerosse już powoli przestaje być nowością. Czyli nic tylko gotować.  Kalerosse to połączenie (bez miszmaszu genetycznego, tylko przez krzyżowanie nasion/roślin) jarmużu z brukselką. Dodam, że połączenie bardzo udane! Z jarmużem się lubię ostatnio na odległość, za brukselką przepadam ale jakoś dawno nie jadałam, a tutaj na talerzu strzępiaste listki o smaku zielonych kuleczek – super!

Czas przygotowania to 30 minut (przy założeniu, że gotujemy kaszę mazurską w woreczku). Poziom zdrowotności posiłku – wysoki – jest czosnek, dobra oliwa, świeże warzywo i wybiegany kurczak, a bardziej filet z jego piersi.


Składniki (2 porcje):

5 stycznia 2017

Hiszpańska, trzyskładnikowa pasta do kanapek

Pyszne, proste i do zrobienia w chwilę - kanapki z pastą z tuńczyka fot. D.Szymborska

Rok temu przywiozłam specjalne patelenki do smażenia jajek, tak teraz z Barcelony wróciłam z kilkoma przepisami, które już sprawdzam u siebie w kuchni.

Zajadałam się świetnymi kanapkami z pastą z tuńczyka, majonezu i jajek – niby coś znanego, ale dzięki listkom sałaty, kanapka przestaje być nudna, jest chrupiąca i naprawdę pyszna i sycąca.

Tak, ostrzegam to taka kanapka, która wystarcza na pół dnia, oczywiście można zjeść pół wtedy wystarczy tylko na sześć godzin!

Przygotowanie proste, ważne żeby na chwilę przed podaniem wyciągnąć pastę z lodówki, za zimna nie smakuje najlepiej. Można przechowywać przez dwa dni w lodówce.

Składniki (duża miska pasty, tak na 8 sporych kanapek lub bajgli):

4 stycznia 2017

„Sztuka zwycięstwa” czyli o butach z „łyżwą” - NIKE

Kilka dni temu widziałam chłopaka w metrze, też czytał Knightt'a tyle, że po hiszpańsku
 a metro właśnie zatrzymywało się na przystanku "Barceloneta",
 książka została przetłumaczona na wiele języków fot. D.Szymborska


Nie przeczytałam jednym tchem, odkładałam na dłużej, jednak brnęłam dalej. Po co? Żeby zrozumieć mechanizm sukcesu, jaki odniósł Phil Knight.

„Sztuka zwycięstwa. Wspomnienia twórcy NIKE” to światowy bestseller. Sukces Nike przekłada się na sukces sprzedażowy książki. Więcej osób, tak jak ja chce poznać historię "łyżwy".

W szafie mam: bluzę z kapturem, dwie pary leginsów, jedne buty, czapkę, parę rękawiczek – wszystko z logo Nike. Nie jestem jakąś wielka fanką tej marki, rzeczy, które kupiłam lub dostałam lubię dlatego, że dobrze się w nich czuję i ładnie wyglądam. Dwa czynniki, które decydują o zakupie. Akurat w przypadku rzeczy z „łyżwą” nie kierowałam się modą, buty biegowe są chyba ze trzy kolekcje „w tył”, ale świetnie się w nich biega, to czemu je zmieniać? Zaledwie kilka rzeczy, ale przez lata trochę „najków” schodziłam,  bluz sprałam, a t-shirtów rozciągnęłam….

Znak firmy Nike, jest jednym z bardziej rozpoznawalnym na całym świecie, Knight jest jednym z bogatszych ludzi, sukces jego firmy jest olbrzymi. Historia Knight’a jest opowieścią o realizacji marzeń, odwadze ale też podejmowaniu ryzyka. Właśnie odwagę biznesmena zapamiętałam najbardziej z całej książki! Odwagę, czasem bliską ryzykanctwa, z dużą dawką determinacji. Tak Knight mi imponuje, w swoim biznesie wiele razy był na granicy bankructwa, miewał wielkie problemy, czasem podejmował niewłaściwe decyzje ale cały czas coś robił, inwestował i wierzył w sukces swojej firmy.

Niestety książkę czyta się źle, momentami jest nudna, jednak nie żałuję, że dobrnęłam do końca. Trzeba się uczyć od najlepszych! Knight opowiada, krok po kroku jak budował sportowe imperium, myślę, że był bezwzględnym biznesmenem, trudnym człowiekiem, jednocześnie wzbudza wiele szacunku, bo udało mu się zbudować markę/biznes od zera.

Czasem dobrze przeczytać, nawet nudnawą historię sukcesu, pomyśleć o tym nad jakimi cechami charakteru warto pracować….bo nie dużo jest takich firm jak Nike….


„Sztuka zwycięstwa. Wspomnienia twórcy Nike, Phil Knight, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2016

3 stycznia 2017

Meksykańskie naleśniki



Prosty przepis na efektowne danie. Najwięcej czasu zajmuje przygotowanie farszu, pieczenie to zaledwie 20 minut!

Danie można przygotować również w wersji bezglutenowej, używając tortilli kukurydzianych.


Składniki (8 naleśników):

1 stycznia 2017

Pierwszy dzień 2017 - góry w Katalonii - Monserrat

Wczorajszy bieg, dzisiejsze różnice w wysokościach i jest po czym odpoczywać (zakładając, że zegarek pokazuje prawdę....w co momentami wydaje się mało prawdopodobne..) fot. D.Szymborska


Bywały różne Sylwestry, i takie po których dochodziłam do siebie przez kilka dni….ale to było dawno. Teraz gdy w Nowym Roku o 7.30 zadzwonił budzik nie miałam do niego pretensji, ba śpieszyłam się, żeby ze wszystkim zdążyć, bo góry, bo buty biegowe, bo pierwszy dzień roku!

Hiszpania nie przestaje mnie zadziwiać. Bezpiecznie (bo przecież już nie ma działającej ETA) czuje się w Kraju Basków – znam dobrze region, reszta Hiszpanii to wciąż nowe miejsca. Barcelonę uwielbiam za to, że jest wielkim, ciekawym miastem, że ma cudowne muzea, rewelacyjną promenadę do biegania, świetny bieg Sylwestrowy i takie pyszne tapas…. a godzinę jazdy do stolicy Katalonii można już biegać po górach! Dziś było to o tyle utrudnione, że pracownicy kolejek na Monserrat strajkowali.

Monserrat to klasztor/góra/masyw górski w Katalonii, może nie jest jakoś szczególnie wysoki jeżeli chodzi o wartości bezwzględne, ale jest gdzie podbiegać i podjeżdżać. A różnice temperatur pokazują jak wzrasta wysokość. Jak wysiadłam z auta pod Klasztorem to było -0.5 stopnia! Potem ponad mgłą było znacznie cieplej, a wiadomo, że na szlaku to bywa nawet gorąco.

31 grudnia 2016

Bieg Sylwestrowy w Barcelonie, małe podsumowanie 2016 i życzenia Noworoczne

Przed startem biegu sylwestrowego fot. T.


To może zacznę od tego, że chwilę po 17.30 przy „szoł” laserowym wystartował bieg na dziesięć kilometrów w Barcelonie. Z racji zepsutego zegarka nie ma zrzutu, nie ma mapki, ale wspomnienia są. Było super. Około dziesięciu tysięcy biegaczek i biegaczy wybrało przebieżkę, a nie „cudnienie się” przez Sylwestrem. Dla mnie hitem trasy był zespół The Scorpions – pełen skład, do tego nagłośnieniowiec z wózkiem wypełnionym głośnikami przebiegł 10K! Na mecie nie było medali, bo tutaj statuetki dostają tylko Ci najlepsi, ci który biegają dychę w 28 minut!

Podsumowanie? Najważniejsze było dla mnie to, że zrealizowałam marzenie – ukończyłam ½ IM. Reszta też była super, maratony, zawody pływackie, kolarskie, biegowe i dużo warsztatów kulinarnych. Jednym słowem działo się! I dobrze bo to bardzo lubię.

Chciałabym, żeby rok 2017 był jeszcze lepszy (jak to mówi mój znajomy – wiadomix), chciałabym życiówek (na to trzeba zapracować), zależy  mi na sukcesach moich zawodniczek i zawodników (tu część po mojej stronie – treningi i plany, a część po ich – realizacja), ale najważniejsze jest zdrowie i radość.

Uczę się cieszyć z małych/dużych rzeczy. Wczoraj gdy leżałam na plaży, pani Tajka robiła mi masaż pleców, słyszałam szum fal. Byłam szczęśliwa, to nie było nagranie, które miało koić nerwy to była rzeczywistość. Właśnie tego życzę sobie i Wam, żeby 2017 był pełen prawdziwych doświadczeń, uśmiechu i radości!


Widzimy się na zawodach i treningach!

30 grudnia 2016

Freixa Tradicio czyli katalońskie jedzenie z najwyższej półki


 
Jedna z trzech pysznych przystawek "do podziału" fot. D.Szymborska

Taksówka skręca w małą jednokierunkową uliczkę, po dwóch strona zaparkowane zderzak w zderzak auta, po prawej wjazd do parkingu podziemnego po lewej... Freixa Tradicio.

W białych croksach szef Josep Maria Freixa, ten który potrafił zdobyć dwie gwiazdki i zacząć wszystko od nowa w swoim lokalu. Uwierzę w plotki o jego apodyktyczności, bo widziałam Szefa „w akcji” – kucharz układał jedzenie na talerzu – coś było nie po myśli Szefa, kucharz miał szczęście bo dostał tylko po „łapach” i mógł zacząć układać wszystko od nowa….. – nie, nie byłam w kuchni, szłam tylko do łazienki, a kuchnia w Freixa Tradicio jest po części otwarta  i jest na co popatrzeć….

Stolik zamówiony na 20.30, trochę dziwnie bo restauracja czynna od 21, wchodzimy, jeden stolik zajęty. Pustki. Po 30 minutach nie było już wolnego miejsca – wszystkie zarezerwowane, a to przyjęcie rodzinne – urodziny babci, a to znajomi Josep’a, Francuzi, Azjaci i my…

Dwoje kelnerów i  Dorita Riera, żona Joseph’a Marii obsługują gości, są profesjonalni, przemili i bardzo pomocni. Zaskoczył mnie sposób podawania wina – wiadomo do spróbowania czy odpowiada gościom, ale potem dolewanie z kolejnej butelki już bez próbowania….

29 grudnia 2016

Groszkowe chipsy w pakiecie startowy czyli La Cursa dels Nassos 2016

Tyle dziwnego "dobra" w pakiecie startowym fot. D.Szymborska


Rok temu pisałam, że to najdziwniejszym pakietem był zeszłoroczny zestaw na bieg czerwonego nosa w Barcelonie. I co mam teraz napisać? Znów najdziwniejszy? A może trzeba się przyzwyczaić do tego, że tutaj w Katalonii w reklamówce wraz z numerem startowym dostaje się bardzo "ciekawy" zestaw produktów?

W Sylwestra pobiegnę sobie dziesięć kilometrów przez centrum Barcelony, będą podbiegi, zbiegi i mam nadzieję, że znów dopisze świetna atmosfera, tak jak w zeszłym roku (relacja TUTAJ).

Tym razem biuro zawodów znajduje się w hali sportowej, coś jak w Suszu, czy Wiązownej tyle, że stoisk mało, tak, że nazwa expo była zdecydowanie na wyrost. Do tego zamieszanie wielkie przy odbiorze numerów, takie przeciwieństwo tego jak wygląda organizacja biegów w Niemczech. Jak w Polsce, Niemczech czy Kraju Basków, wspólne jest to,  że biegacze do biura zawodów przychodzą….oczywiście w butach biegowych i potem „po mieście” chodzą z charakterystycznymi reklamówkami….

Zacznę od tego, czego w pakiecie nie było – agrafek – niestety, nic mnie nauczył brak agrafek i zwiedzanie pasmanterii w Poznaniu przed zawodami kolarskimi…..niby kupiłam ekstra zestawy i przypięłam je do torby, którą biorę na zawody, tyle, że jej z Warszawy nie wzięłam….więc nie mam czym przyczepić numeru do bluzeczki….dobrze, że mam kilka dni na: a) znalezienie agrafek, b) przyszycie numeru (zestaw hotelowy do szycia, to mam).

W pakiecie znalazłam:

28 grudnia 2016

Turystyczna Barcelona – La Boqueria i Marina

Turysta widzi, co może zamówić w restauracji....fot. D.Szymborska


Lubię być turystką, taką co to przeczytała przewodniki – odrobiła zadania domowe, zerknęła na fora internetowe, podpytała znajomych i potem sobie zwiedza….. obok muzeów to restauracje, bary i kawiarnie są miejscami przeze mnie najczęściej odwiedzanymi.

La Boqueria to takie „Koszyki” co to mają nieprzerwaną historię. Z jednej strony targ pod dachem z drugiej oblegane przez turystów miejsce pełne malutkich barów. 

27 grudnia 2016

Królewskie śniadanie w Barcelonie, bieganie i pływanie

Uwielbiam dobre śniadania, to "królewskie" ma X kalorii i jeszcze więcej dobrego smaku.... fot. D.Szymborska


Wiem, wiem brakowało cavy, ale nie mogę pić alkoholu przed pływaniem, nawet w piance…

Trochę żal, że dzień krótszy bo słońce tutaj późno wstaje, ale za to jest pretekst by się wyspać. Poza tym bieganie o wschodzie słońca jest cudowne!

Po drugie wiem, jak niezdrowe jest jedzenie na zapas….nie po to kończyłam kurs dietetyki, jednak czym innym jest teoria czym innym są…wakacje. Tym bardziej, że w planie było pływanie w basenie – niby nic nadzwyczajnego, ale basen na dworze i woda nie podgrzewana, czyli tak miała 11 stopni (według Internetów, bo odczuwalne to było minus osiem), a perspektywa lunchu była bardzo odległa.

W mojej ulubionej śniadaniowni jak zawsze obleganej przez panów sprzątających i innych miejscowych, których pani za ladą zna z imienia, można zamówić królewskie śniadanie. W Hiszpanii jajka były i są stosunkowo drogie, więc jak po królewsku to oczywiście muszą być jajka - moje ulubione to sadzone z jamonem. Rok temu rozpisywałam się o patelenkach – do dziś takich u siebie w kuchni używam bo pomysł podawania na patelence ustawionej na zimnym talerzu uważam, za jeden z bardziej odkrywczych. Do tego gorące pieczywo, wyśmienita kawa (ta z mlekiem a nie bąbelkami), świeżo wyciskany sok i dodatkowa porcja francuskich rogalików i ciasteczek. Uwaga, nie zjadałam tego sama, tylko po królewsku się podzieliłam!

26 grudnia 2016

Obiad z przystawek czyli szaleństwo TAPAS

Jak w domu, tylko porcja mniejsza i koniecznie muszę kupić sól w płatkach fot. D.Szymborska


Uwielbiam bary hiszpańskie. Dlatego już w samolocie planowaliśmy gdzie pójdziemy po przylocie coś zjeść. 

Na szczęście przez rok bar Barnabier stoi tam gdzie stał, jest otwarty i dalej serwuje świetne jedzenie. Uff. 

Ten portowy bar/restauracja (wieczorem) to miejsce szybkich lunchy lokalnych białych kołnierzyków jak i turystów, którzy odwiedzają Marinę. Tych drugich jest mniej, bo obsługa miła i uśmiechnięta, ale mówiąca tylko po katalońsku/hiszpańsku.

Siedząc przy barze, jedząc moje ulubione ziemniaki – patatas bravas, pijąc małe piwo przyglądałam się co jeszcze można zamówić – a w ramach tapas czeka tam na zjedzenie ponad dwadzieścia mini dań. Większość przygotowana wcześniej potem tylko podgrzewana w kuchni. 

Piwo można zamawiać w mikroskopijnych (jak na Polskę) rozmiarach – 120ml na przykład – dla mnie zupełnie wystarczająca ilość napoju do jedzenia, tym bardziej, że nie lubię piwa bez bąbelków, a to jak zmówię duże to z racji powolnego picia robi się nie smaczne....

24 grudnia 2016

Triathlonowo/biegowe Życzenia Świąteczne

Taki stroik kiedyś sfotografowałam, to idealnie się nadaje na ilustrację do Świątecznych Życzeń fot. D.Szymborska


Kochane, Kochani, 

po pierwsze dziękuję, że czytacie i oglądacie to co dla Was przygotowuję. 

Po drugie, nie jestem mocna w składaniu życzeń. Specjalizuje się w: „wszystkiego naj” albo "samych cudowności”. 

Po trzecie, nie za bardzo obchodzę Święta więc tym bardziej ciężko wymyślić sensowne życzenia. Pomyślałam, że będę Wam życzyć tego, co mi się przyda najbardziej, wtedy będę miała pewność, że to o czym piszę ma jakieś zastosowanie..

Zatem, z okazji Świąt, życzę Wam:

·      Wigilii, która będzie pełna ciepła, szczerości. Gdzie nie prezent ale obecność bliskich będą najważniejsze, a jedzenie będzie dodatkiem a nie esencją tego wieczoru. *

·      Pierwszego Dnia Świąt, który idealnie nadaje się na trening biegowy, bo baseny będą nieczynne. Myślę, że wybieganie poranne zapewni wszystkim dobry humor przy świątecznym śniadaniu.


·      Drugiego Dnia Świąt, gdzie baseny już powinny być otwarte a wypływanie, podobnie jak wybieganie świetnie wpłynie na nasze samopoczucie przy kolejnym świątecznym spotkaniu.

A na Nowy Rok to jeszcze pomyślę o czym warto napisać.
Dobrej Świątecznej i Sportowej Zabawy!


Dota






W Wigilię większość basenów jest przed południem otwarta, tak tylko podpowiadam…